Jak lepiej rozumieć różne stany życia

Najpierw warto sobie przypomnieć, że mamy kilka kosmosów: kosmos najzwyklejszy (który każdy, nawet dziecko, rozumie), czyli ten, który jest oczywistą częścią wszechświata. Następnie kosmos zwany Internetem (jeszcze nie wszyscy rozumieją, że to kosmos), ale w dalszej kolejności trzeba wymienić trzy kosmosy duchowe: stan duchowny, stan świecki i stan życia konsekrowanego. Wynika z tego, że aktualnie mamy 5 kosmosów. To jest o tyle ważne, o ile życie konsekrowane, które żyje w świecie wydaje się jakimś „może zagrożeniem”. Otóż nie jest zagrożeniem (już kiedyś o tym wspomniałam), ale jest taką rzeczywistością, na którą byłaby jeszcze jedna dobra metafora: puzzle. Niektórzy bowiem myślą, że można kogoś gdzieś zastąpić. Ależ w życiu konsekrowanym nie można, gdyż lepszą metaforą takiej formy życia duchowego jest metafora puzzli, niż klocków lego. Te drugie, owszem, można czasem zastąpić innymi. Tymczasem w życiu konsekrowanym jest inaczej: albo są wszystkie puzzle, albo czegoś brakuje. Jeśli brakuje, zwykle się szuka. To się nijak ma do brakujących klocków lego, których rzeczywiście czasem można nie szukać, jeśli są zastępowalne tymi, których szukać nie trzeba. Co więc dzieje się, jeśli nie udaje się znaleźć takiego brakującego puzzla? Robi się… puzzlo-łatkę, żeby zawsze było widać, że czegoś brakuje. Myślę, że stan kapłański układa raz puzzle, a innym razem tworzy coś z klocków lego. To buduje ciekawe relacje, ale o relacjach może napiszę innym razem.

Proszę się więc nie lękać relacji z osobami życia konsekrowanego będąc częścią świata, gdyż nie jest to niebezpieczne. Jedyne co jest potrzebne, to odrobinę wiary, że mówimy na ten temat prawdę; zanim Pan nasz Jezus Chrystus pozwoli to zainteresowanym pojąć.

Stan kobiet konsekrowanych ratuje powałania do życia konsekrowanego z różnorodnych, bardzo poważnych, życiowych tarapatów

Powstał mniej więcej w taki sposób: znalazł się po latach brakujący element pewnych puzzli, nawet trafił do miejsca, gdzie była tworzona „jego” układanka (miał być jej częścią), ale okazało się, że w miejscu, które miało należeć do niego nie było puzzlo-łatki, co spodziewał się zastać, tylko… jego własny „sobowtór”, więc nikomu niczego nie brakowało. Gorzej nawet, on, ten jeden oryginalny i rzeczywiście brakujący element, musiał odtąd „uciekać”, gdyż okazał się żywym dowodem, że tamten to „sobowtór”, którego wcale być nie powinno tam, gdzie akurat się znalazł; w ogóle nie wiadomo czemu tam się znalazł. Akurat ten wypadek nie okazał się śmiertelny: „sobowtór” nie wiedział, że był „sobowtórem”, po prostu nie miał wcale powołania, więc za jakiś czas w ogóle zrezygnował z bycia w stanie życia konsekrowanego i założył szczęśliwą rodzinę. W miejsce tego ubytku do układanki wstawiono puzzlo-łatkę, z czego ucieszyli się Ojcowie Jezuici, gdyż właśnie oni używają puzzlo-łatek do tworzenia swoich wizualizacji. A co się stało z jednym małym puzzlem? Na szczęście: nad tym jednym, małym, rzeczywiście już niechcianym puzzlem zlitował się sam Pan Jezus, gdyż bardzo prosił Pana Jezusa, żeby w takim razie pozwolił mu zostać (chwilo, gdyż nic innego nie można było już wtedy zrobić, a tylko spróbować się uratować) takim pojedynczym puzzlem; 'przecież na chwałę Bożę będę uratowany’. Panu Jezusowi chyba spodobał się ten pomusł, gdyż właśnie od tamtej pory Pan Jezus szuka także innych elementów, i to z przeróżnych puzzli, za to w podobnych tarapatach, a potem: albo będzie z tego jedna duża układanka (do oglądania chyba tylko z jakiegoś kosmosu), ale na inny temat, albo wiele małych, wyraźniej podobnych do pierwotnych powołań. Jeszcze nie wiadomo dokładnie, gdyż to będzie zależało od tego, co uda się znaleźć.

Przewijanie do góry