Wspólny odcinek drogi na szlaku, ale różne szlaki

Warto zauważyć, że światopogląd katolicki oraz światopogląd psychoanalityczny wyraźnie się różnią. To nie musi oznaczać sporu, ale wymaga zrozumienia, na czym polegają różnice. Najłatwiej pojąć to na metaforze pieszych wędrówek po wyznaczonych szlakach. Przy rozważaniu tej rzeczywistości widać, że różne szlaki zwykle wiodą z różnych miejsc do różnych celów, a tylko czasem jakiś odcinek dwóch czy kilku szlaków biegnie tą samą ścieżką dla jednych i drugich. Wtedy wydaje się, że dogadanie wzajemne jest bezproblemowe, a różnice można usunąć. Nie można usunąć tych różnic. Wspólny odcinek drogi kończy się i zazwyczaj każdy zostaje na swoim szlaku. Jak to więc jest możliwe, że także potem czasem się spotykamy? Otóż, spotkania potem wynikają z osobistych nawróceń. Pomaganie psychoanalityczne bowiem kończy bieg z powodu pokus i grzechów, którym pomaganie katolickie na pewno sprzeciwia się. Ale, czasem następuje zmiana światopoglądowa na światopogląd katolicki, czyli ktoś zmienia szlak, będąc już w drodze (dotyczyć to może ludzi z pozornym grzechem przeciwko Duchowi Świętemu, a więc tych, co do których już nie powstaje wątpliwość, że nie chcą przyjąć Bożego przebaczenia, ale ta wątpliwość właśnie powinna się pojawić, nawet się należy, tylko wymaga to trudu i zaangażowania w dociekanie prawdy na ten temat). Wtedy zmiana dotyczy celu wybranej drogi życia. Pozostali natomiast idą dalej tym szlakiem, którym my już nie idziemy, ponieważ skończył się wspólny odcinek drogi dla kilku szlaków. To naturalna kolej rzeczy w tego typu przypadkach.

Ta metafora pieszych wędrówek jest inna, niż podobna o różnych duchowościach w Kościele Katolickim. W pierwszej bowiem chodzi o wspólny odcinek drogi na różnych szlakach, które prowadzą do różnych celów. W drugiej nie ma znaczenia, czy jakiś odcinek szlaków jest wspólny, czy wszystkie są oddalone od siebie, ponieważ i tak zmierzamy do tego samego celu. Kto sięga po niegodziwe środki dla osiągnięcia celu, do którego wszyscy zmierzamy, musi się nawrócić, ponieważ nie uświęca dobry cel parszywych środków!

W Kościele Katolickim jest sporo duchowych szlaków. Każdy szlak oznacza dla powołanych dar innego charyzmatu (charyzmat to specjalny dar od Pana Boga do posługiwania w Kościele i światu ludziom w jakiś sposób poszkodowanym [np. połamanym], albo potrzebującym [np. analfabetom potrzebującym edukacji], czy nawet chcącym żyć lepiej w sensie wartości wyższych [np. głodnym wysokiej kultury]). Nowa forma życia konsekrowanego, która została nazwana stanem kobiet konsekrowanych (w żartobliwym skrócie w j. polskim: Skoko) jest wytyczonym nowym szlakiem (z jeszcze innym charyzmatem). Droga jest; wygląda, że jest bezpieczna, a teraz trzeba będzie namalować znaki tego nowego szlaku, pewnie różowe. To zajmie kolejną porcję czasu. Jeszcze nie wiadomo ile.

Na wspólnej drodze, ale naprawdę na różnych szlakach

Jeśli akurat idziemy takim odcinkiem drogi, który jest wspólny dla różnych szlaków, możemy łatwiej zauważyć, na czym polegają różnice. W światopoglądzie katolickim odnajdujemy i rozważamy rzeczywiste normy i zdrowie, a także różne niedomagania, na które mamy konkretne lekarstwa. W światopoglądzie psychoanalitycznym — ustalone i aktualnie obowiązujące nowe normy i patologie, które tylko w wyjątkowych okolicznościach są korygowane. Różnice są tylko pozornie mało znaczące: nasz, katolicki, obraz ojca to obraz taty, który będąc niedaleko opowiada o świecie i uczy jak się w nim umiejętnie odnaleźć. Obraz ojca w sposobie myślenia psychoanalitycznym jest inny: tata okazuje się konkurencją i blokerem rozwoju, więc uczy się, że trzeba go pokonać. Ten czas wędrówki wspólną drogą pozwala wyraźniej zauważyć te różnice, a nawrócenie z myślenia w stylu psychoanalitycznym zaczyna się w tym wypadku od rozważenia możliwości przebaczenia tacie, który okazał się nie całkiem idealny. Podobnie w przypadku obrazu matki. Katolicki obraz matki to obraz kobiety, która czuwa nad swoimi dziećmi i uczy tworzyć dobre, jak również bardzo dobre relacje z innymi ludźmi, a także demaskuje ukrytą ludzką wrogość, więc w pewnym sensie uczy też jak uciec, jeśli już wszystkie sposoby pojednania okazały się niewystarczające. W psychoanalizie matka jest z przeproszeniem czynnikiem pożerającym, więc właśnie jej trzeba się bać, przed nią trzeba w końcu „szczęśliwie” uciec, żeby w ogóle przeżyć. Tymczasem matka też człowiek, więc znów zacząć trzeba od przebaczenia, żeby topniały te lodowce urojeń i lęków, czy nawet przerażenia. Oboje, ojciec i matka, uczą swoje dzieci życiowej mądrości.

Jak przebaczyć własnemu ojcu i matce różne zadane cierpienia? Najlepiej najpierw przez uczciwą dedukcję tych okoliczności i wydarzeń, które sprawiły ból. Po latach to się okazuje łatwiejsze, gdyż z wiekiem przybywa nam życiowych doświadczeń, a więc i naszej własnej mądrości. Mamy więcej danych do takich przemyśleń, które spontanicznie pojawiają się przy okazji różnych kryzysów (np. tych związanych z wiekiem). Rzecz przemyślana zwykle ląduje w życiowym archiwum, nie trzyma się na pierwszym planie.

Przewijanie do góry