Co zrobić, żeby nie wpaść w sidła myślenia życzeniowego w takich okolicznościach?
Po pierwsze warto dać sobie czas, żeby emocje się wyciszyły. Po drugie, jeśli taka znajomość ma kontynuację w życiu codziennym, potrzeba życiowej mądrości, żeby nie za wcześnie podjąć wiążące decyzje. Lepiej przyglądać się sobie nawzajem, opowiadać sobie o wzajemnych uczuciach, spędzać wiele czasu na rozmowach. Finalnie: z takich nowych znajomości, albo coś się tworzy poważnego, albo to się jakoś rozpada. Jeśli wygląda na to, że tworzy się coś poważnego, to miałabym radę na taką okoliczność. Otóż, najważniejsze jest, jeśli ktoś jest z daleka (nie tylko w sensie odległości na mapie, ale też w sensie różnic kulturowych), żeby dobrze się połapać w poczuciu humoru tej „rewelacji”, gdyż jeśliby przypadkiem znajomość zmieniła jakość przez ślub, potem i tak przyjdzie kryzys, ponieważ zawsze przychodzi. Nie często łatwo udaje się go przezwyciężyć, ale na pewno jest to prostsze, jeśli wiadomo, co dla kogo jest śmieszne, a także, w jaki sposób ktoś żartuje. To naprawdę nie jest oczywiste (oczywiste jest tylko dla tych, którzy wiele czasu i to w różnych okolicznościach spędzili razem): jedni żartują werbalnie, inni sytuacyjnie, jeszcze inni afektywnie, a niektórzy tylko na wysokich półkach intelektualizmów. Właśnie wzajemne zrozumienie w zakresie poczucia humoru chroni przed posądzeniem o obłęd w sytuacji rozwodowej, ale wcześniej chroni przez samym rozwodem.