Jeśli ktoś często i chętnie modlił się lub wciąż modli się modlitwą Ojcze nasz… (uwaga! Warunek modlitwy musi zostać spełniony), może po jakimś czasie odkryć, że to najprawdopodobniej jest zgoda Boża na oglądanie świata: takie oglądanie i malowanie świata zamiast tworzenia obrazów religijnych, a w innych sytuacjach może nie ma takiej zgody. Wygląda więc to tak, jakby sam Bóg Ojciec uczył takie życie konsekrowane przedmiotu: Nauka o świecie dla życia konsekrowanego w świecie. Rozumieć świat, podziwiać, a także ze światem rozmawiać z pomocą talentu, to rzecz dla takiego malarza, ale w dużo większym stopniu rzecz dla Odbiorców takiej innej sztuki. Czy do tego potrzeba ogromnej wyobraźni? Nie, do tego potrzeba rzeczywistych podróży; przebywania w świecie bez bycia jego częścią. Wyobraźni natomiast potrzeba do czegoś innego: jeśli obrazy utalentowanych stworzeń są wynikiem ich opowiadania o świecie, to czy w niebie też będą… wernisaże? A jeśli tak, to jaka będzie tam sztuka?
Dziś jednak pozostaję z niepokojem innej natury, niż plastyczny. Stworzeni na obraz i podobieństwo, i z gliny i żeber, czyli w sumie jacy? Kiedy maluję obraz przedstawiający jakąś cząstkę świata, ten obraz jest podobny bardziej do świata, czy bardziej do mnie? To mnie nurtuje, a nie coś innego, gdyż inne zagadnienia są już przezwyciężone przez podejście pod tą samą górę ciekawych tematów, tylko innym szlakiem.