Czy, jeśli zniknie przemoc, skończy się cierpienie?

Otóż, nie. Choć zmieni się oblicze cierpienia, jeśli uda się na dużą skalę zatrzymać przemoc; może będzie trwały pokój. Wtedy więcej osób, a nie tylko kilka czy kilkanaście zobaczy, że świat bez przemocy, choć dalej cierpi, cierpi w bólach rodzenia, np. przez niezawinione ciężko błędy, niedomagania związane w wiekiem, czy przez różnice kulturowe, także z powodu konieczności dłuższego upływu czasu, aby jakąś mądrość wreszcie dobrze pojąć, ale już nie od przemocy. Tę ostatnią naprawdę można przezwyciężać i w końcu pokonać. Prawdopodobnie to cierpienie bólu rodzenia wynika ze skutków grzechów popełnionych w przeszłości, a nawet w bardzo dalekiej przeszłości, aż po grzech pierworodny. Cierpienie natomiast skończy się całkowicie dopiero w niebie. Warto zauważyć, że dosłownie jedynym cierpieniem, z którego naprawdę można się cieszyć, w pewnym skrócie myślowym oczywiście, jest właśnie to cierpienie bólu rodzenia. Świat jest zawsze cierpiący bóle rodzenia, gdyż taka jest natura świata, że rodzi się… Podobnie zresztą jak Kościół. Wszystko jest wciąż nowe, choć skale są różne: w każdej kategorii wieku nowe pokolenia, inaczej myślący, pragnący inaczej uczestniczyć w tworzeniu dobra, przetworzyć na swój sposób wiedzę podawaną przez starszych i rówieśników, a potem także przez młodszych.

Przewijanie do góry