Staranny rachunek sumienia o miłości bliźniego pomaga rozeznawać własne życiowe powołanie. Pomaga dlatego, że po pierwsze pozwala odróżnić ludzi, którzy nam służą wsparciem, od tych którym my przynosimy jakiś rodzaj pocieszenia. Przykazanie miłości, które obowiązuje nas najpierw (jest nawyższej w hierarchii moralnych wartości, których jesteśmy zobowiązani strzec i które są nam zadane do pielęgnowania) uczy rozróżnienia miłości bliźnich i miłości, która chyli się w stronę potrzebujących. Tak naprawdę zobowiązani jesteśmy do okazywania miłości naszym Bliźnim. Ta miłość może się wyrażać na różne sposoby: może być trwałą przyjaźnią, może być modlitwą wstawienniczą, może być jakąś prostą formą okazywania szacunku, np. przez piękne kartki świąteczne, albo też przez pamiętanie o dniu imienin czy urodzin itd. Ten obowiązek można wypełniać na wiele sposobów: łatwych do zrealizowania, a także trudniejszych. Miłość Bliźniego nie jest więc tylko uczciwością życiową, ale drogą, która czasem może odsłonić prawdę powołaniową, gdyż po jakimś czasie zajmowania się Bliźnimi może się okazać, że i Bliźni i Ty chcecie w życiu iść dalej razem. Jeśli natomiast mówimy o potrzebujących, to na co dzień ofiarujemy im z tego, co nam zbywa, ale przecież nie ograbiając przy tym naszych Bliźnich, gdyż to im jesteśmy winni miłość w pierwszej kolejności. Jeśli natomiast Bliźni okazuje się przez chwilę potrzebującym, nie porzucamy go! Pomagamy najpierw naszym Bliźnim, gdyż to jest nasz obowiązek, a nie widzimisię!
Druga rzecz jest niezwykle trudna, a często pomijana. Których ludzi Pan Jezus uważa za 'maluczkich’, a kogo za 'prostaczków’? Pierwszych nie wolno gorszych, żeby uniknąć dosłownie Bożej kary, a od drugich można się sporo nauczyć. Czy na pewno nikt z nas już dawno na ten temat się nie myli? Raczej często wciąż się mylimy, jeśli zapominamy o tym błogosławieństwie, które Pan daje za swoich, jeśli ktoś się wreszcie zlituje i poda spragnionym, wycieńczonym, a czasem i umierającym braciom czy siostrom kubek wody, żeby przecież nie umarli. To się przydarzyło niektórym rzeczywiście, ale najwyraźniej chyba św. Bratu Karolowi de Foucauld. Widać też, że czasem trzeba tak niewiele, a nie wielkiego majątku, żeby okazać się prawdziwym Bliźnim. Ale uwaga! Jeśli już zostaliście Bliźnimi, to nie czekajcie na nagrodę! Tylko zgorzkniejecie od tego czekania. Patrzcie natomiast dalej na Pana Jezusa, żeby wiedzieć jak żyć także dziś, jutro czy pojutrze, a łatwiej Wam będzie zapomnieć o tym co uczyniliście dobrego dla Waszych, czy nawet naszych, Bliźnich.