Na każdym etapie ludzkiego życia: dla życia tak, dla godności tak
Ta życiowa postawa, zgodna z nauczaniem Kościoła Katolickiego, jest niezbędna w stanie kobiet konsekrowanych. To wymóg, którego w żaden sposób nie można pominąć. Oznacza on konieczność sięgnięcia przynajmniej po Katechizm Kościoła Katolickiego i zweryfikowanie własnych na ten temat myśli i przywiązań. Proszę pamiętać, że aborcje bywa, że mają miejsce przy metodzie in vitro regulacji poczęć, jeśli zapasowe embriony umrą, jak również mogą się zdarzyć w czasie stosowania antykoncepcji hormonalnej, jak również przez tzw. tabletkę po. Do jakiego czynu doszło, zależy od stopnia świadomości i dobrowolności tego, kto czynu dokonał. Istnieje wiele okoliczności łagodzących kwalifikację grzechu, ale to wymaga wnikliwego rozeznawania.
Jak pozbyć się ekskomuniki za aborcję?
Niektórzy, zarówno kobiety, jak i mężczyźni, nie dość, że są duchowo nieżywi, to dodatkowo jeszcze lecą w duchową przepaść, ponieważ choć wyspowiadali grzech aborcji, nie mają zdjętej ekskomuniki za ten czyn, gdyż trafili na księdza, który nie powiedział, że trzeba się jeszcze i o to postarać. Proszę bardzo przy tej okazji uważać, gdyż nie wszystkie osoby duchowne mogą to uczynić. Na pewno każdy ksiądz biskup ma taki przywilej, jak również na pewno Bracia Kapucyni. Proszę jednak nie ryzykować takiej prośby do księdza, co do którego powstaje w sercu wątpliwość czy na pewno ma takie prawo. Prawdopodobnie najczęstszym powodem, że nie doszło do aborcji, choć doszło do przerwania ciąży jest ciężka bojaźń, następnie nieuwaga, a potem… niezawiniona ciężko hipnoza.
W jaki sposób moglibyśmy się wszyscy jakkolwiek dogadać w sprawach pro-life?
Po pierwsze: lepiej jest wierzyć w Boga, niż nie wierzyć, ponieważ to się obiektywnie bardziej opłaca, jak już kiedyś udowodnił wielki filozof Blaise Pascal. Udowodnił też, że taka życiowa postawa ma więcej życiowej mądrości: jeśli nie wierzysz w Boga, żyj tak, jakbyś w Niego wierzył, na wszelki wypadek tak żyj, gdyż nie ma pewności, że po śmierci nie okaże się, że jednak Bóg istnieje, a to po życiu grzesznym, może się skończyć tragicznie, wiecznym cierpieniem nie do wytrzymania.
Po drugie: jeśli powyższe przyjmuję, to z szacunku do siebie samej szukam najlepszych rozwiązań moralnych. Najlepsze takie rozwiązania oferuje rzeczywiście Kościół Katolicki, co łatwo udowodnić (wielu ludzi Kościoła przez wiele wieków trudziło się nad moralnymi zagadnieniami, żeby je potwierdzić, a nawet udowodnić; trud ten jest podejmowany nadal). Kościół głosi ochronę ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci, jak również powinność osobistą do przeciwstawienia się aborcji.
Po trzecie: potrzeba zdobyć odrobinę więcej wiedzy na ten temat, żeby móc badać własną moralną postawę odnośnie tych spraw, co jest niezbędne. Nie można bowiem skorygować własnego myślenia, jeśli się go wcale nie zna. Co dokładnie oznacza pojęcie aborcji? Co dokładnie oznacza pojęcie poczęcia? Czy zdarzają się sytuacje, w których doszło do przerwania ciąży, ale nie doszło do aborcji? A co ja sama myślę o tym wszystkim? Te pytania są najważniejsze, ale jest ich dużo więcej: Jak i czy w ogóle należy karać za aborcję? Co myślę o tym ja w moim sumieniu, a co głosi na ten temat Kościół?
Po czwarte: możemy, w ramach prawa do wolności słowa, wypracowywać i publikować nasze osobiste koncepcje na te tematy, co może być jedną z form wypełnienia moralnej powinności osobistego przeciwstawienia się aborcjom.
Po piąte: moja koncepcja jest już od kilku lat gotowa, a brzmi mniej więcej tak: Nie wolno godzić się na aborcję nie tylko we własnym sumieniu, ale także w sensie prawnym. Każde życie ludzkie powinno być chronione rzeczywiście i prawnie od poczęcia do naturalnej śmierci. Jednak na pewno zdarzają się sytuacje, w których nie doszło do aborcji, ale doszło do przerwania ciąży. Przepisy powinny te przypadki wyraźnie uwzględniać. Do tego przepisy powinny wyjąć sprawę ochrony ludzkiego życia poza nawias polityki, gdyż nie można grać o władzę kartą ludzkiego życia (w sensie moralnym oczywiście). Trzeba pamiętać, że żyjemy w czasach, w których na co dzień spotykamy ludzi o różnych światopoglądach. To oznacza częste relacje różnych hierarchii wartości, konieczne więc jest uwzględnienie, że co dla jednych jest pierwszoplanowe, dla drugich może być bez znaczenia. Potrzeba więc w tak delikatnych sprawach, jakimi są zagadnienia pro-life, uczciwości w wyjaśnianiu i w edukowaniu, a także ogromnej cierpliwości. Na pewno nie zastraszania ogromem kar. Zamiłowanie do szukania i odnajdywania obiektywnej prawdy jest doskonałym środowiskiem do osobistego przejęcia się losem ludzi nienarodzonych. Zakaz prawny aborcji nie oznacza automatycznie kary, ale moralną wypowiedź zawartą w obowiązujących przepisach, że jest to czyn nie do zaakceptowania. W najwyższym stopniu w państwach, które organicznie są częścią chrześcijaństwa, gdyż ich władcy oficjalnie przyjęli chrzest, a wraz z nim konkretną kulturę dla całych ich państw (mam na myśli te czasy, w których władca państwa oznaczał to państwo; rzeczywistość i skutek jest wtedy odmienny [chrzest jest rzeczywistością duchową niezbywalną], niż gdy jakaś religia zostaje przez polityków ogłoszona religią państwową, co następnie może być zmienione). Kwestie karania za aborcję w pierwszej kolejności są drugorzędne, najpierw chodzi o przyzwyczajenie się do takiej obiektywnej prawdy, że rzeczywiście nie wolno zgodzić się na żadne aborcje. Potem, po latach informowania o tej moralnej prawdzie, kara powinna się pojawić, gdyż dobrze jest wyraźnie przyjąć nauczanie Kościoła na ten temat, ale już jej skala na pewno musi odzwierciedlać kulturę jakiej dotyczy, np. od obowiązku wysłuchania dwugodzinnego pouczenia, z karą grzywny za niestawienie się, przez kary poważniejsze, do bardzo surowych, gdyby jakieś społeczeństwo sobie tego życzyło, a nie byłaby tego typu kara kolejną formą przemocy.
Osoby o światopoglądzie pro-life również powinny być chronione
Wymyśliłam taką opcję, gdyby na scenie politycznej doszło do sytuacji krytycznej w sprawach dotyczących ochrony ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Polegałaby na umożliwieniu wyrażenia w rocznym zeznaniu podatkowym życzenia, aby podatki danego podatnika nie były przeznaczane na finansowanie aborcji; byłby to taki podatkowy korytarz humanitarny dla ludzi pro-life. Ta opcja może być ogromną pomocą w badaniu statystycznym na temat ilości ludzi pro-life w państwie. Może to mieć ogromne znaczenie, gdyby moja hipoteza, którą poniżej przedstawiam, okazała się udowodnioną prawdą. Otóż, uważam, że państwa z prawnym zakazem aborcji oraz społeczeństwa rzeczywiście pro-life nie muszą obawiać się islamizacji, gdyż właśnie te zagadnienia są dla ludzi tej religii drogą zbawienia. Innymi słowy: uważam, że oni czynnie przeciwstawiają się aborcjom przez własną walkę o ludzkie życie nienarodzone różnymi metodami, ponieważ to osobiste czynne zaangażowanie pozwala im wierzyć, że jak umrą, trafią do nieba. To może więc oznaczać, że emigrują do krajów chrześcijańskich, żeby te sprawy zmienić osobiście na lepsze, więc z powodu nakazu własnego sumienia. Ale: to oznacza też, że jeśli właśnie taka jest prawda, wielu wróci do siebie, jeśli zobaczy, że już nie ma o co walczyć, choć z pewnością część zostanie, gdyż wtedy może będą chcieli (teraz być może przymuszają się do emigracji i zostają, ponieważ chcą się zbawić właśnie w taki sposób: walcząc z aborcją; w tym zakresie problemów bardzo podobnie, jak katolicy [mówię oczywiście o normalnych ludziach dwóch religii, a nie o fanatykach]). Warto pamiętać, że Sobór Watykański II uczy, iż biada tym, którzy dobrze poznali naukę naszego Pana, Jezusa Chrystusa, a potem ją odrzucili. Mieć się będą gorzej jeszcze, niż ci, którzy źle czynili, ale nie znali Ewangelii. Miałabym jeszcze pointę, która dotyczy wyznawców judaizmu: myślę, że dla nich najważniejsze są trzy pierwsze przykazania Dekalogu.
(Ten artykuł napisałam 14 grudnia 2024 r, w sobotę, w liturgiczne wspomnienie obowiązkowe św. Jana od Krzyża)
Nagroda za doczytanie tej strony aż dotąd
Śliczność! Śliczności! Ale nie „śliczne” w formie rzeczownika. Po polsku mówi się „śliczność” i „śliczności”, jednoznaczny rzeczownik. To nie jest przypadłość, ale coś, jakby mała substancja, natomiast „śliczne” w j. polskim jest jednoznacznie przymiotnikiem, czyli ma miejsce wyodrębnienie i dookreślenie co jest rzeczownikiem a co jest przymiotnikiem: „śliczność” i „śliczne”. Nie „śliczne” i „śliczne”. Śliczność może być kobietą, ale może być obrazem, a także… miastem. To tylko przykłady małych substancji, jeśli się nie mylę (pojęcie 'małej substancji’ jest moim neologizmem, który wymyśliłam na potrzeby rozważania czym jest arystotelejska substancja i przypadłość, a także moich zupełnie początkowych prób kwestionowania tej koncepcji, dla moich wprawek intelektualnych [takie „gamy” myślowe]). Mówiąc po polsku trzeba się odrobinę więcej natrudzić, ale ten trud jest nagrodzony obiektywną korzyścią bycia lepiej zrozumianym: nie mówimy na tę samą rzeczywistość, np. na jakieś makabryczne zdarzenie: „makabryczne”, ale mówimy: „to zdarzenie było makabryczne”, albo w skrócie: „makabryczne zdarzenie”. Nie trzeba wtedy się domyślać o co mówiącemu chodzi, nie ma więc ryzyka wyprowadzenia na znaczeniowe manowce. W najgorszym wypadku zawsze można wspomóc się dodając „coś”, czyli „makabryczne coś”.
(Ten subartykuł napisałam 25 grudnia 2024 r, notując szybko w Boże Narodzenie, gdyż akurat poskładały mi się myśli na ten odłożony kilka lat temu temat)