W związku z dzisiejszym obowiązkowym wspomnieniem liturgicznym Ofiarowania NMP
Rzeczywiście co jakiś czas odrobinę błądzimy, jeśli nie studiujemy teologii, a na co dzień opieramy się na źródłach dostępnych każdemu wiernemu: 1. na codziennych czytaniach związanych z rokiem liturgicznym, 2. na kazaniach, a także 3. na wiedzy z różnego typu konferencji na różnych rekolekcjach i dniach skupienia. Czasem się komuś zaufa i nie sprawdza się, czy na pewno ksiądz wszystko dobrze powiedział; wtedy jakiś błąd pozostaje w nas na lata. Czasem się sprawdza prawie natychmiast, a bywa też tak, że wątpliwości ustępują po wydaniu przez Kościół kolejnych oficjalnych dokumentów. Zdarza się też, że takie dokumenty przez fakt ich zaistnienia informują, że w takim a takim przypadku właśnie powinna pojawić się wątpliwość, choć coś wydaje się już od wielu lat na pewno dobrze poukładane.
Nie mając teologicznego przygotowania, zwykle widzimy różne zagadnienia związane z naszą wiarą fragmentarycznie, co najczęściej nam wystarcza. Przed laty, w czasie pontyfikatu śp. Ojca Świętego Benedykta XVI w biegu codziennych spraw wychwytywałam różnorodności o naszej wierze i o Kościele, które okazywały się bezcenne: np. to, że Kościół jest w drodze, albo też to, że aggiornamento nie oznacza aktualizacji, ale aktualność. Całkowicie zachwycający dokument Kongregacji Nauki Wiary o Jezusie Chrystusie, naszym jedynym Zbawicielu był dla mnie jednym z przełomów, tzn. nauczył mnie czujności na ten temat, której pozostaję wierna do dziś. O ostatnio ogłoszonej nocie dowiedziałam się z witryny News from the Vatican. Mniej więcej zorientowałam się, o co w niej chodzi i musiałam temat odłożyć z braku czasu, ale na pewno bardzo mnie ten dokument zainteresował.
W związku z burzą, która się wytworzyła po opublikowaniu Noty, chciałabym powiedzieć, jak ten dokument zrozumiałam, jako osoba bez studiów teologicznych na poziomie co najmniej magisterskim, pobieżnie tylko przeglądając, o co w niej chodzi: Zaczęłam od rachunku sumienia o tym, jak rozumiem rolę Matki Bożej w Kościele. Czy uważam Matkę Bożą za drugiego Zbawiciela? Nie, na pewno nie, ponieważ od dokumentu o Panu Jezusie, jedynym Zbawicielu, nie mam nawet takich pokus. W nocie, jeśli dobrze to zrozumiałam, chodzi o tytuł Matki Bożej Współodkupicielki, o pośrednictwo Maryjne wszelkich łask. Musiałam się przyjrzeć więc jeszcze jednej kwestii w moim rachunku sumienia na ten temat, gdyż przed laty sama się nad tym dość długo zastanawiałam i potrzebowałam sobie tę wątpliwość uporządkować: Jakie to pośrednictwo? Z nabożeństwa Drogi Krzyżowej wzięłam myśl o współcierpieniu: Matka Boża Boleściwa cierpiała z pewnością nie mniej od Pana Jezusa, choć w inny sposób. Czy to było cierpienie zbawiające? Nigdy tak daleko nie poszły moje rozważania, gdyż nie na ten temat miałam wątpliwości. Wątpliwości miałam raczej zgodne z wyjaśnieniem w Nocie, ponieważ zadawałam sobie pytanie: Jak to możliwe, żeby Matka Boża była pośredniczką dla świata wszystkich łask Jezusowych? Układanie tych wątpliwości trwało dość długo. Poszło drogą: od myśli, że jeśli taka wola Boża, to ja się na tym nie znam, pewnie jest dobrze, do finalnej refleksji, w której pomógł mi fragment jakiegoś kazania: jest Pośredniczką, gdyż bez Maryjnego fiat nie przyszedłby do nas Zbawiciel. Wszystko przez chwilę rzeczywiście zależało od decyzji Maryi, gdyż tak chciał Pan Bóg. Tak to miałam poukładane do czasu wydania tej Noty.
Po Nocie: myślę, że przecież Jezus Chrystus, nasz jedyny Zbawiciel jest na pewno większy od fiat Matki Bożej, więc dzieło zbawcze nie jest zależne, choć zawiera, z woli Bożej, to całkowite zaufanie Maryi w czasie Zwiastowania. Poza tym uważam, że ta Nota to także pomoc przeciw przemocy religijnej wobec kobiet, gdyż niektórzy uważają, że trzeba zadawać cierpienie chrześcijankom w celu uzyskania jakiś duchowych profitów, a także pomoc przeciwko osobom chorym psychicznie, które uważają się same za Matki Boże.