Kilka myśli o pokoju w sercu katolickim

W sercu katolickim, jeśli już jest prawdziwy pokój, nie jest nim stoicyzm. Chodzi bowiem o inną sytuację. Po pierwsze trzeba wyjść na poszukiwanie takiego pokoju od przykładu, który otrzymaliśmy od Pana Jezusa. Wiadomo z kart Ewangelii, że Pan Jezus, będąc z nami na ziemi, nie był stoikiem, ale reagował posługując się swoimi emocjami: płakał po śmierci Łazarza, cieszył się na weselu w Kanie, bał się w Ogrodzie Oliwnym. W tym samym czasie na pewno miał całkowity pokój w sercu. Na czym więc on polega? Nie na śnie, albo na nieprzejmowaniu się niczym aż po całkowite zobojętnienie. Polega na czymś, co trudno określić słowami, ale jest to podobne do zdrowego, dobrze uformowanego spokojnego sumienia. Jeśli takie sumienie ma się dobrze, emocje są osobiście zarządzaną metodą budowania, utrzymywania lub przebudowywania relacji. Na dodatek są one w człowieku „warstwą zewnętrzną”, tzn. nie mieszczą się w samym sercu, w którym panuje pokój, gdyż takie serce straciłoby wtedy ten pokój. Praca nad sobą w sytuacji świadomego i dobrowolnego dążenia do osiągnięcia pełnego pokoju w sercu polega więc na zajmowaniu się dwoma wartościami: utrzymywaniem spokojnego sumienia (utrzymywaniem życia w łasce uświęcającej), a także nad uczeniem się rozpoznawania i optymalnego kontrolowania emocji, które finalnie (po takiej pracy nad sobą) — osobiście kontrolowane („wewnątrzsterowne”) — przeznacza się do tworzenia zgodnych ze swoją, a nie cudzą (np. matki, ojca, brata, siostry, szefa czy koleżanki), osobowością metod używania ich w różnych relacjach. Na drodze nawrócenia jest to owoc wynikający z wielu rachunków sumienia przeciw grzechom idolatrycznym.

Przewijanie do góry