Tylko prawdziwe przebaczenie ujawnia bowiem prawdę o relacjach bardzo trudnych. Bez przebaczenia mogą wyglądać na „w zasadzie bezproblemowe”. Myśleniem życzeniowym jest marzenie, że jeszcze jest czas, żeby wszystko naprawić. Mijają kolejne lata i wciąż „przecież jeszcze jest czas, żeby wszystko naprawić”. Przyjęte przez winowajcę przebaczenie uruchamia proces naprawczy po obu stronach sporu, ale nie zawsze jest on możliwy w 100%. Załamanie po traumie, której autorem jest jakiś winowajca a nie nieszczęśliwy zbieg okoliczności, czy inne tragedie naturalne, może po przebaczeniu poruszyć za duże skale uczuć i emocji, a to może zagrozić przykładowo nawrotem depresji, jeśli załamanie polegało na wystąpieniu depresji, którą następnie udało się usunąć. Wtedy pojednanie nie będzie już możliwe z powodu cech osobowościowych. Przebaczyć więc trzeba tak szybko, jak to tylko jest możliwe, żeby nie tworzyły się afektywne kumulacje, zarówno u poszkodowanego, jak i u winowajcy. Przebaczający czasem przejmuje inicjatywę przebaczenia, tzn. nie znajduje się w sytuacji, w której skruszony winowajca prosi go o przebaczenie, więc wspaniałomyślnie przebacza, ale sam wybiera się, żeby oznajmić swoje przebaczenie. Tak można zrobić, jeśli domniemywa się, że winowajca żałuje popełnionego złego czynu. To są niebezpieczne chwile, ale jeśli obie strony sporu chcą zakończyć jakąś makabrę, może się udać także takie przebaczenie. Pozostaje jeszcze do zauważenia „święty spokój”, czyli obustronne przypuszczenie, że wszystko jest OK, więc nie ma już do czego wracać, a wspólnych spraw od lat przecież już nie mamy.
Osoby poszkodowane przez jakiegoś winowajcę mają czasem do wykonania ciężką „pracę nad sobą”, która polega na dociekaniu do skutku co tak naprawdę się wydarzyło, gdyż nie można przebaczyć tego, o czym w ogóle nie wiadomo, czym było. Coś się wydarzyło, powstała jakaś szkoda, ale nie wiadomo jaki i czyj był czyn, a także czy się już zakończył. Jeśli się nie zakończył, ciężko mówić o przebaczeniu, gdyż poszkodowany być może trwa w odnawiającym się szoku, tzn. wciąż czyniona jest mu szkoda, na którą reaguje szokiem. Jak taki człowiek ma przebaczyć? Najpierw muszą zaistnieć warunki, w których ustępuje szok. Jeśli szok ustępuje tylko w sytuacji braku kontaktu z winowajcą, można skorzystać z pomocy osób trzecich, co jest oczywiste, ale czasem o tym zapominamy. Czasem źle ulokowana wiara tworzy potworną ukrytą przemoc, której końca nie widać, ale na pewno trzeba ją jakoś zakończyć. Okazuje się bowiem, że niektórzy ludzie wciąż wierzą w predestynację, a więc w podział na ludzi przeznaczonych do zbawienia i przeznaczonych do potępienia. Następnie tych rzekomo przeznaczonych do potępienia dosłownie wykańcza się, a niektórzy się na nich wyżywają w sposób „przewlekły”, znęcając się nad nimi psychicznie w sposób ukryty przez wiele lat. Na szczęście chrześcijaństwo jest religią inkluzywną (włączeniową), a nie ekskluzywną (wykluczającą). Jedyne co trzeba na początek, to uznać się grzesznikiem, czyli zauważyć tę prawdę, że rzeczywiście mamy wolną wolę w czynieniu dobra lub zła.