Na Wielki Post 2025: wybór większego dobra w świetle cnoty pokory

Dawno, dawno temu, przed aż kilkoma wiekami, a może nawet jeszcze wcześniej, żeby zostać biskupem, a także kardynałem, nie trzeba było mieć wielu lat. A w naszych czasach, czy byłoby to na nowo możliwe? Być może tak, ale tylko w świetle cnoty pokory. Jedynie bowiem ta cnota (tak ceniona przez św. Teresę od Jezusa, Doktora Kościoła) pozwala oderwać się od siebie na tyle, żeby przestać rozstrząsać swoją moralną sytuację, nawet w konteście heroicznych rachunków sumienia, a zobaczyć większe dobro w prostej, osobistej prośbie skierowanej do Papieża o taką nominację („przecież jak się nie uda, nawet powinienem myśleć, że jednak się nie uda, będę uczciwy i jak dziecko Boże przyznając się Papieżowi, że mam takie właśnie marzenie”). Wydaje się taka prośba pokornym skorzystaniem z łaski uczynkowej w miejsce biernego oczekiwania na wybranie. To jest na pewno ryzykowne, ale pomaga iść dalej taką drogą myśl o ludzkiej moralnej biedzie, która czyni z nas częściej oczekujących na nagrodę, niż tylko i wyłącznie bezinteresownych. Pytanie jednak pozostaje: po co prosić o taki zaszczyt, tzn. jaki jeszcze mógłby być na to argument, gdyż te wydają się być jednak za słabe? Myślę, że usprawiedliwiają taką prośbę tylko charyzmat dla obrony ludzkiego życia i ludzkiej godności od poczęcia do naturalnej śmierci i właśnie młody wiek (35-45).

Przewijanie do góry