Na dzień zaduszny przeżywany w świecie w niedzielę
Przypadkiem usłyszałam o sporze w branży spożywczej dotyczących nazw produktów dla wegetarian i wegan. Mogłabym coś pomóc w tym zakresie. Zauważyłam bowiem, że do pojęć zwyczajowych można podejść, szukając pojęć bliżej prawdy, a metodą może być coś takiego: jeśli oliwki dają oliwę, to wszystko inne powinno się nazywać olejami. W takim razie, jeśli krówki dają to, co zwyczajowo nazywamy mlekiem, być może nie jest to dobrze nazwane, gdyż powinno się nazywać krówko. Krówki dają bardziej krówko, niż mleko. Pojęcie „mleko” tym sposobem pozostaje do… bezinteresownego podarowania. „Mleko” podarowane okazuje się — być może — wreszcie tym mlekiem, o które chodzi w tym cytacie o kraju „mlekiem i miodem płynącym”, jeśli zastanawiamy się w czasach najnowszych, jakie to mleko powinno być w sensie moralnym. W tych czasach raczej roślinne, ale pojawił się rzeczywisty problem, gdyż myli się nam mleko (od krówki) z mlekiem (od roślin), więc można zrobić krówko i mleko. I jest po przynajmniej jednym problemie. Krówko dla dzieci i do wyrobu krówek (cukierków), a także do innych wyrobów krówkowych (sery, jogurty, kefiry itp.), zamiast — jak dotąd — mlecznych. Do innych pojęć zwyczajowych z tych, które okazały się sporne w branży spożywczej, można podejść w podobny sposób. Na zasadzie gry słownej i szukania, aż do znalezienia, pojęć najbliższych prawdzie. Wynikiem takiej pracy nad pojęciami musiałaby być rzeczywista meta: Na pewno nie można powiedzieć (w sensie komercyjnym, gdyż metaforycznie tak) oliwa rzepakowa, gdyż oliwę mamy tylko z oliwek, a te są owocami drzewa oliwnego. Musi więc być oliwa i oleje. Po stronie produktów wege do bezinteresownego podarowania wydaje się pojęcie „tofu”, gdyż można takie roślinne sery robić z różnych roślin, a nie tylko z soi. Podarowane okaże się być może tym, czym sery z krówka; nie mam co do tego pewności, ponieważ nie wiem dokładnie, skąd się wzięło pojęcie „tofu”. Gdyby jednak okazało się, że źródłosłów jest OK, byłoby jedno tofu, ale za to różne tofa. Podawałoby się dwie deski, zamiast jednej, jak dotąd: deskę serów i deskę tofów.
Inną propozycję rozróżnienia tych dwóch grup produktów publikowałam na moim pierwszym blogu pro-life: mleko (ze zwierzęcia) i mliko (z roślin).
Warto zauważyć, że pojęcie emulsji spożywczych, choć technologicznie byłoby idealne i można by nim ująć w jednym zbiorze zarówno krówko, jak i mleko, nie jest udane. Dlatego, że nasuwa spontaniczne przypuszczenie o sztuczności wszystkich składników, albo przynajmniej naturalnych przetworzonych w stopniu zmieniającym skład chemiczny produktów, jak np. aktualnie mleko UHT.
A dlaczego nie odwrotnie? Mleko pozostałoby na swoim miejscu, a krówko byłoby do produktów wege mlekopodobnych
Otóż, byłoby to krzywdzące dla producentów produktów wegetariańskich i wegańskich, ponieważ to jest nowy rynek produktowy, więc jest zbyt słaby, żeby tak go zmienić. Mleko zastąpione krówkiem nie czyni tej szkody dlatego, że produkty mleczne są w powszechnym użyciu. Ludzie sięgają po butelkę czy karton na tej samej półce częściej, niż po nazwę na opakowaniu. W takim razie, czy krówko nie będzie krzywdzące dla przetworów mlecznych innych zwierząt? Czy można powiedzieć krówko owcze, krówko kozie? Tak, gdyż pojęcie zwycięża przewagą większościową. Nawet krówko ludzkie zmieści się w obyczajach i to w zaskakujący i zabawny sposób: mąż karmiącej ich dziecko żony powie, że aktualnie ma w domu „krówkę”, a „krówkę” to powinno rozśmieszyć. Jeśli nie okazałoby się to zabawne, byłby to dowód, że czai się kryzys w małżeństwie. „Nie rób ze mnie dojnej krowy, nie nazywaj mnie krówką!”. To jest na pewno nie tylko zwiastun, ale i początek kłopotów w małżeństwie.
Proszę zauważyć, że nie narusza taka zmiana innych pojęć już w użyciu: bryndza z sera krowiego, z sera owczego itd. pozostają bez zmian.