Wymodliłam taką myśl, która być może jest Bożym natchnieniem: jeśliby osoba duchowna (ktokolwiek z osób duchownych w Kościele Rzymskokatolickim, kto ukończył 35 lat) uważała, że ma powołanie do prowadzenia jednego z dziesięciu na całym świecie Domów pod Herbem, które są budowane dla ratowania i obrony ludzkiego życia i ludzkiej godności od poczęcia do naturalnej śmierci, może mogłaby taka osoba prosić (zamiast tylko czekać, prosić i czekać) o biskupią nominację do takiej właśnie, stałej i dożywotniej, posługi. Potrzeba bowiem aż takiego autorytetu i takiej determinacji, a także charyzmatu, gdyż problem jest bez charyzmatu załamujący (nie da się go długo rozważać, więc nie uda się przygotowywać bez dużej szkody własnej konferencji o tych sprawach), trzeba więc dla ratowania siebie porzucać to zagadnienie, żeby odciągnąć uwagę od okropieństw, co skutkuje naszym milczeniem. Rozeznajemy jakąś następną porcję prawdy, mówimy o tym, albo piszemy, a następnie trzeba ratować siebie przed załamaniem nerwowym, co w sytuacji charyzmatu powinno być do uniknięcia. Dzieło na skalę świata maleńkie, prawie niezauważalne, ale przecież uda się nim kogoś uratować. Wtedy górna granica wieku nie miałaby znaczenia. Chyba można też prosić o wstawiennictwo w tej sprawie Świętych Młodzianków. Święci Młodziankowie pomagają mniej więcej w taki sposób.