Pochwała nagości w sztuce w kontekście promocji naturalnych metod łagodzenia napięć społecznych

To jest oczywiście tylko moja hipoteza, ale myślę, że warto ją ujawnić. Otóż uważam, że akt w sztuce to nie tylko temat wielu studenckich obrazów i rysunków z obowiązkowych zajęć, ale też metoda na łagodzenie napięć społecznych w życiu codziennym.

To się nieczęsto udaje. Muszą być bowiem spełnione warunki: Tylko wtedy, gdy temat pracy czy instalacji i okoliczności jej powstania mają 1. słuszne uzasadnienie i 2. są pozbawione bezwstydu. Nie chodzi więc tylko o urodę ludzkiego ciała, nie chodzi też o erotyzm. Chodzi natomiast o przypuszczalny skutek, który być może wynika ze zwykłego spojrzenia na ludzką nagość, np. zupełnie przypadkiem, albo — częściej — w galerii sztuki.

W jednej z Ewangelii pojawia się tajemnicza postać, która przestraszona ucieka nago. Gdyby nagość była złem, nie byłoby w takim miejscu takiej wzmianki. Jeśli więc nagość nie jest złem, a nie jest, potrzebne jest tylko umiejętne z niej korzystanie. Zarówno przez własne spojrzenie, jak i przez jej prezentację.
Ciekawe są także sytuacje kończące nagość. Której i kiedy nagości koniec oznacza to a to?

Nagości, żeby się nie skończyła totalnie, trzeba czasem bronić

Skończona nagość byłaby katastrofą. Wygląda na to, że mogłaby być nawet złem całkowitym, tzn. takim, z powodu którego nie byłoby jej już w niczym, więc… Poświatowska. To skrót myślowy, który oznacza tyle: więc… po malarzach i rzeźbiarzach jeszcze ratowaliby nas wtedy poeci, ale potem już nic, tylko formy, czyli ołówki, pisaki, patyki, pióra itd.