Czystość błogosławiona
„Z pewnością dopuszczalne są działania mające na celu usunięcie przeszkód uniemożliwiających naturalną płodność, jak na przykład leczenie hormonalne bezpłodności spodowowanej przez zaburzenia w funkcjonowaniu gruczołów płciowych, chirurgiczne leczenie endometriozy, uzdrożnienie jajowodów albo mikrochirurgiczne przywrócenie ich drożności. Wszystkie te metody można uznać za autentyczne terapie o tyle, o ile po rozwiązaniu problemu leżącego u podstaw bezpłodności para może spełniać akty małżeńskie prowadzące do przekazywania życia bez potrzeby interwencji lekarza w sam akt małżeński. Żadna z tych technik nie zastępuje aktu małżeńskiego, który jako jedyny jest godny przekazać życie w posób naprawdę odpowiedzialny. (…) Należy też zauważyć, że zasługują na zachętę badania inwestycje ukierunkowane na zapobieganie niepłodności. Znaczącej części przypadków niepłodnosci, zgłaszanych dziś lekarzom, zarówno u kobiet, jak i mężczyzn, można by uniknąć, gdyby wierniej przeżywano cnotę czystości, gdyby prowadzono zdrowy styl życia i gdyby zostały wyeliminowane czynniki stwarzające zagrożenie w zakresie pracy, odżywiania się, stosowania leków oraz ekologii”.
Kongregacja Nauki Wiary, Instrukcja 'Dignitas personae’ dotycząca niektórych problemów bioetycznych, Poznań 2008, s. 15–16.
Czystość stanowa
Różne stany życia duchowego mają to do siebie, że inaczej pojmują czystość. Czystość małżeńska nie oznacza wcale perfekcyjnej wstrzemięźliwości, ani życia w „białym małżeństwie”. Czystość życia konsekrowanego oznacza wstrzemięźliwość aż po obietnicę życia w celibacie. Czystość dziecka oznacza jego na te tematy coś w rodzaju snu zgodnego z jego wiekiem i umiejętnością posługiwania się rozumem.
Decyzje, co to takiego?
Decyzje to skutek, owoc pewnego rodzaju umiejętności, która jest możliwa do wykorzystania w warunkach osobistej wolności. Decyzje się podejmuje, decyzja zapada. Po decyzji można oczekiwać jakiejś zmiany lub czasem braku zmiany. Decyzja wynika z przemyśleń, z wagi za i przeciw, a podejmuje się ją na jakimś wyraźnym odcinku czasu, nawet jeśli dzieje się to bardzo szybko. Nie można uznać braku wolności przy podejmowaniu decyzji, czyli uznać jakiegoś skutku jakiegoś czynu za wyłącznie atawistyczne reagowanie pozbawione namysłu a w związku z tym także i decyzji tylko dlatego, że ktoś jakąś bardzo ważną decyzję podjął szybko. Nie można dlatego, że byłoby to wielką krzywdą zarówno dla ludzi zupełnie zwykłych, ale nawet dla bohaterów i odmową uznania ich za ludzi (za podmioty zdarzeń) w chwilach jakiś bardzo dużych zagrożeń. Ratować życie własne lub cudze, albo i własne, i cudze, to właśnie decydować w chwilach krytycznie trudnych.
Decyzje w sporach
Odróżnienie spontanicznego reagowania od decydowania może być sposobem na świadome zarządzanie własną decyzją w sytuacjach jakiegoś sporu. Chodzi oczywiście o spory poważne, gdyż w inne nie ma sensu się aż tyle angażować. Drobne nieporozumienia przemijają jak wiosenne burze i mało kto się tym przejmuje (niektórzy słusznie się przejmują tym, że nie ma burz wtedy, gdy na pewno powinny wystąpić, bo taka jest gdzieś normalność). Jak odróżnić jedno od drugiego? Najlepiej chyba korzystając z osobistego doświadczenia sporów, które udało się szczęśliwie zażegnać, w czasie gdy sporu nie ma. Refleksja nad tym co się wydarzyło pozwala przygotować się na nowe podobne wydarzenie (nie można założyć, że po jednym jakimś sporze już się nigdy nie wydarzy żaden kolejny, gdyż byłoby to niemądre; można natomiast oczekiwać, że następny będzie łagodniejszy od poprzedniego, jeśli chcemy je w końcu zupełnie przezwyciężyć). Żeby mieć większe szanse w sporze, potrzeba więc uznać konieczność prowadzenia własnej osobowości w taki sposób, żeby w chwilach nieporozumień wciąż dysponowała możliwością podejmowania wolnych decyzji. Tak naprawdę to dotyczy nawet ugody, gdyż człowiek wolny ma prawo nie chcieć ugody lub chcieć podjąć własną decyzję co do ugody. Mediacje są taką formą przezwyciężania sporów, w których obie strony powinny być przygotowane przez wcześniejsze podjęcie własnej decyzji co do ugody: „Mamy poważny spór, ale na pewno chcemy się dogadać”.
Decyzje co do dzieci
Decyzje co do dzieci proste zdarzają się tylko w młodości. Młoda kobieta zazwyczaj jest pewna: „Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości: chcę szczęśliwie wyjść za mąż, a następnie wychować dwoje, a jeśli się uda, to troje dzieci”. Potem, z biegiem życia i życiowych doświadczeń sprawa się zazwyczaj komplikuje. Jedno udało się począć dopiero po dziesięciu latach trudnych badań i ogromnych starań. Drugie czy w ogóle się zdarzy, nie wiadomo, ale przecież trzeba przynajmniej próbować, żeby to jedno nie było potem samo. Na trzecie może już naprawdę nie wystarczyć sił. To jeden przykład. Inny byłby taki: Niektórzy na początku bardzo szczęśliwi małżonkowie dowiadują się nagle, że nie poczną swojego maleństwa wcale, bo naprawdę się nie da. „To może adopcja?” Tak, chyba tylko to, ale jeszcze nie w tym roku (trzeba umiejętnie przeboleć tę stratę, żeby za jakiś czas przyjąć dzieci osierocone i stać się dla nich zastępczym, ale przecież wspaniałym i ojcem, i matką). Trzeci przypadek: Niektórzy bezpłodni idą na duchową katorgę, rozwodzą się i postanawiają już zawsze żyć sami, żeby chociaż to drugie założyło za jakiś czas jednak szczęśliwą rodzinę. Hm… Ale przecież nie zawsze bezpłodność oznacza totalną życiową katastrofę, którą trzeba jakoś przeżyć, żeby potem w ogóle dało się jakoś w miarę szczęśliwie dalej żyć. Tak, dlatego, że na własną płodność można też spojrzeć od strony duchowej, czyli mniej więcej w taki sposób: „Czy na pewno dobrze rozpoznałam wolę Bożą co do mojej życiowej drogi? A może się upieram i na siłę chcę być tym, kim – być może – jednak być nie powinnam, gdyż Pan Bóg naprawdę ma dla mnie inne plany?” Warto sobie w chwili życiowego przełomu zadać takie pytania, bo może rzeczywiście chodzić o inną życiową drogę, niż na początku się wydawało. Powołanie do życia konsekrowanego nie jest brakiem pragnienia posiadania dzieci, ale koniecznością zmierzenia się z prawdą na ten temat i inną możliwością ukierunkowania tych najważniejszych życiowych pragnień.
Decyzje życiowe
Żeby mieć możliwość podejmować decyzje życiowe potrzebny jest dystans taki, który pozwoli przedostać się świadomości istnienia takiej rzeczywistości duchowej. Kto podejmuje życiowe decyzje, jest ich świadom. Następnie trzeba zawalczyć o dostęp do pełnej informacji o tym, jakie życie oferuje drogi. Im więcej mamy na ten temat informacji, tym większą wolnością dysponujemy podejmując życiowe decyzje. Ale jakie decyzje są na pewno życiowymi? Czy to jest zawsze tak oczywiste? Takie, które mają ogromne znaczenie co do trwałego, dziejącego się po podjętej decyzji co najmniej przez kilka lat, sposobu życia. Te więc po pierwsze, które dotyczą stanu życia. Decyzje życiowe dotyczą wyboru stanu życia. Może to być stan świecki, stan kapłański (dotyczy tylko mężczyzn) oraz stan życia konsekrowanego. Życie zakonne może być zarówno świeckie, jaki i konsekrowane. Osoba duchowna może być zarówno osobą świecką (księża diecezjalni), jak i zakonnikiem (ojcowie lub bracia zakonni). Zazwyczaj ubiór pozwala domyślać się o jaki stan życia może chodzić, ale nie zawsze. Istnieją bowiem zgromadzenia zakonne bezhabitowe, a także zakony świeckie, które zakładają habity.
Decyzje dające życie
„By ułatwić rozpowszechnianie środków «przechwytujących», twierdzi się niekiedy, że mechanizm ich działania nie jest wystarczająco znany. Prawdą jest, że nie zawsze dysponuje się pełną wiedzą na temat mechanizmów działania stosowanych środków farmakologicznych, ale badania doświadczalne wykazują, że z pewnością ich skutkiem jest uniemożliwienie implantacji, nawet jeśli nie oznacza to, że środki przechwytujące powodują aborcję za każdym razem, gdy się je stosuje, również dlatego, że nie zawsze po stosunku płciowym dochodzi do zapłodnienia. Trzeba jednak zaznaczyć, że u osoby, która chce uniemożliwość implantację embrionu, który ewentualnie został poczęty i w tym celu prosi o tego rodzaju środki farmakologiczne, bądź je przepisuje, w ogólnym nastawieniu występuje zamiar aborcji”.
Kongregacja Nauki Wiary, Instrukcja 'Dignitas personae’ dotycząca niektórych problemów bioetycznych, Poznań 2008, s. 28.
Ilość świadomości = ilości czynu, chyba że doszło do nieoczywistego zniewolenia
Jeśli nie było świadomości, nie było zamiaru popełnienia aborcji, ale nie chodzi o brak wiedzy naukowej, tylko o osobistą decyzję co do własnego czynu: czy osoba, która ma zamiar wziąć tego typu środek liczy się z tym, że jeśliby w jej łonie był poczęty człowiek, to dojdzie do jego zabójstwa, czy sytuacja jest inna: jest w pełni przekonana, że środek ten działa jak hormonalna bariera, która nie dopuszcza do zapłodnienia, gdyż w ten sposób została pouczona przez kogoś, komu na ten temat całkowicie zaufała. W drugiej sytuacji nie ma aborcji, choć mogło dojść do przerwania bardzo wczesnej ciąży. Jeśli faktycznie mechanizm nie jest znany, naprawdę istnieje ryzyko, że środki te nie działają jak hormonalna prezerwatywa, ale dokonują przerwania ciąży. Inne myślenie jest myśleniem życzeniowym, czyli myśleniem magicznym. Jednym przykładem decyzji dającej życie jest więc decyzja na tak dla życia ludzkiego już poczętego bez względu na okoliczności poczęcia, czyli decyzja, żeby nigdy, ale to przenigdy, nie wziąć tego typu środka. Ale drugim – decyzja, żeby na tyle zrozumieć siebie i okoliczności już zaistniałej tragedii, żeby wiedzieć, nawet z całą pewnością, co się wydarzyło, bo może czyn był popełniony w szoku po jeszcze innej tragedii (ofiara została zgwałcona), albo został popełniony w zniewoleniu, np. pod wpływem hipnozy dokonanej na kobiecie wcześniej i z premedytacją, więc nie popełniła go kobieta, która wzięła tego typu środek, ale człowiek, który ją doprowadził do tego typu… ruchu jej soma, jeśli zamierzał w ten sposób dokonać aborcji; albo nikt nie popełnił aborcji, a tylko zaistniało potworne ryzyko, gdyż nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że to środek aborcyjny, czyli nie było zamiaru. Może też nie było w ogóle ciąży, ale tego właśnie nie ma jak się dowiedzieć, więc trzeba domniemywać w sumieniu własną winę i zaistnienie ciąży, dosłownie na wszelki wypadek, gdyż tylko takie domniemanie pozwala poprosić o zdjęcie ekskomuniki za aborcję. W tego typu wypadkach bezpieczniej jest uznać siebie winnym.
Gwałty nieoczywiste
Prośba kobiety o zaprzestanie współżycia w czasie aktu małżeńskiego
Niektórzy uważają, że przysięga małżeńska daje całkowite prawo do korzystania z żony. Tymczasem nie jest to prawda. Każda sytuacja łamania sprzeciwu jednego z małżonków dotyczącego spraw seksualnych jest jakąś formą gwałtu. Nie można się wykręcić z tego typu myślenia argumentem, że żona jest zahamowana i potrzebuje, żeby ją przełamywać, poza tym już się przyzwyczaiła. Uzasadnienie teorii, że wtedy dochodzi do gwałtów można znaleźć w przyczynach bardzo prostych i łatwych do domyślenia się: kobietę może coś zaboleć, ponieważ może mieć nie wykrytego guza! Sprzeciwy żony trzeba więc szanować, a ból koniecznie rozpoznać, a nie zwalać wszystko na psychikę.
Sprzeciw werbalny i niewerbalny, gwałt na randce bez śladów przemocy
Ryzyko tego typu gwałtu można w dużym stopniu wykluczyć dzięki wcześniejszym ustaleniom, dzięki pytaniu 'czy chcesz?’. Może wtedy pojawić się odpowiedź, że jednak nie: „Jeśli chodzi o siłę moich uczuć do Ciebie, to tak, ale w sensie moralnym na pewno zależy mi na czystości przedmałżeńskiej”. Trzeba taką odpowiedź uszanować. Inaczej pojawia się zwykle słaby sprzeciw niewerbalny, a krótko potem rezygnacja i bierność. Dopiero po tego typu makabrze przychodzi afektywna rozpacz (to jest coś innego, niż rozpacz duchowa), która różnie może się przejawiać, a zaczyna się zwykle albo strasznym szlochem poszkodowanej, albo szokiem. Ależ na pewno w tego typu sytuacjach dochodzi do gwałtu.
Dwa pomysły
Niezależna instytucja opiniodawcza o wydarzeniach medycznych
Bardzo by się przydała taka instytucja, do której trzeba by się zwrócić w pierwszej kolejności w przypadku wątpliwości czy nie popełniono błędu medycznego w czasie jakiegoś rodzaju zabiegu, czy w czasie działań ratowniczych. Aktualnie trzeba od razu skarżyć imiennie. Tymczasem poszkodowanym zwykle brakuje wiedzy, a także zazwyczaj nie chcą nikomu szkodzić. Chcą natomiast dowiedzieć się prawdy, a gdyby się okazało, że rzeczywiście popełniono błąd, wtedy dopiero może skarżyliby sprawców. Taka instytucja wydawała by obiektywne orzeczenia o zgłoszonych wydarzeniach.
Pomysł na utworzenie odrębnej dziedziny psychiatrii
Ogromnie dużo dobrego można by zrobić zarówno dla osób diagnozowanych na oddziałach zamkniętych, jak i dla samej psychiatrii, gdyby pojawiły się oddziały psychiatrii diagnostycznej. Wyraźnie wyodrębione ze wszystkich innych dziedzin psychiatrii. Z prostą strukturą organizacyjną, albo refundowane, albo płatne, z pobytem na oddziałe 3-tygodniowym (wszystkie przyjęte przypadki), a także 5-tygodniowym (przypadki diagnozowane pod kątem wykluczenia schizofrenii). Pomogłoby to odbarczyć tę dziedzinę medycyny z oddziaływań okultystyczno-ezoterycznych, które tworzą jacyś ludzie aktualnie zastraszając wszystkich, którzy kiedykolwiek byli hospitalizowani w tego typu szpitalu, bez względu na powód tej hospitalizacji, a także czas, który od tego typu zdarzenia minął. Tymczasem wyodrębnienie psychiatrii diagnostycznej, zdejmuje ten ciężar, co wydaje się obiektywnie słuszne. Także dlatego, że w takiej sytuacji przynajmniej byli pacjenci diagnostyczni nie byliby szczuci przez różnego typu agresorów. Od czegoś takiego można by zacząć to prawdziwe zmniejszanie agresji wobec osób z doświadczeniem (szpitalnym) relacji z lekarzem psychiatrą. Skutki diagnozowania na odziale zamkniętym rozpuszczają się w czasie, jak dobre nici chirurgiczne. Jedyne co, to tyle, że nie w kilka tygodni, ale zwykle w czasie ok. 2 lat.
Dodatkowe wyjaśnienia
Nie wszyscy wiedzą, że psychiatria nie zajmuje się zjawiskami afektywnymi jako takimi, gdyż te należą do porządku tzw. zdrowia psychicznego, natomiast zajmuje się fiksacjami jakiś poważnych odchyleń. Zawsze posługuje się środkami psychoaktywnymi, ponieważ są one niezbędne nawet do diagnostyki, a potem te środki albo stopniowo się odstawia (zwykle trwa to kilka miesięcy), albo się je zapisuje jako medykamenty na daną dolegliwość na dłużej. Niektóre z nich uzależniają, ale nie wszystkie. Do diagnostyki stosowane są tylko te, które nie uzależniają. Aby można było skutecznie diagnozować, potrzebny jest kontretny czas. W warunkach szpitalnych najpierw jest to okres 3 tygodni, po którym to czasie, jeśli jest wszystko w porządku, proponuje się wypis. Jednak w wyjątkowych okolicznościach (np. wtedy, gdy wszystko jest OK, ale istnieje ryzyko, że wróci za jakiś czas wątpliwość, gdyż nie było wiadomo co się działo, a jedynie wszystkie objawy zupełnie minęły i to bardzo szybko) proponuje się pacjentowi jeszcze 2 tygodnie diagnozowania na rozwianie już wszelkich wątpliwości. Środki psychotropowe, podobnie jak rzeczywistość oddziału zamkniętego jest środowiskiem celowo frustrującym. W innych warunkach nie jest możliwe tak wnikliwe diagnozowanie, które nie pozostawia żadnych wątpliwości o zdrowiu psychicznym czy chorobie w tak krótkim czasie.
W diagnozach bardzo rzadko, ale zdarzają się błędy. Wtedy, kiedy medycyna jeszcze czegoś nie wie. Tak było np. 25 lat temu w przypadkach osób, które ćwiczyły jakieś dalekowschodnie sztuki walki, ale miały nierozpoznaną alergię na kurz, która lekceważona i zapomniana (gdyż „wystąpiła tylko w dzieciństwie”), przyjęła następnie postać utajoną (np. przestała dawać oczywiste objawy w postaci kataru i kichania, ale pojawił się za to jakiś bez znaczenia od czasu do czasu mały kaszel, albo kilkugodzinne stany podgorączkowe z bólem gardła, które mijają po kubku herbaty z sokiem z malin, czy też jakaś dziwna senność ze snami na jawie, co w łatwy sposób pominąć w biegu codzienności, tym bardziej, jeśli się można zdrzemnąć w tramwaju lub autobusie). Taka osoba spędzając wiele godzin w tygodniu na macie do ćwiczeń również nabywa odmiennych stanów świadomości. 25 lat temu powszechnie uważało się, że to kara Boża za podjęcie bałwochwalczej praktyki takich ćwiczeń, więc jedyne co trzeba zrobić, to nawrócić się. Proszę zauważyć, że to POMAGAŁO, ale w tego powodu, że poszkodowany już nie spędzał tak długiego czasu w tumanach kurzu z roztoczami.
Diagnozowanie pozostawia wtedy, gdy lekarze się mylą, a on sam też nie wie co się z nim dzieje, wątpliwość także w samym diagnozowanym, gdyż pamięta, że na pewno czuł się źle i na pewno potrzebował pomocy. Pouczony w szpitalu, że „przestał myśleć, a zaczął tylko przeżywać i to zbyt mocno”, a faktycznie przeżył nagły i całkowicie makabryczny lęk przed śmiercią, który sam z siebie wydawał się mordować swoją ofiarę (stan rzeczywiście bliski śmierci z powodu wewnętrznych obrzęków przy wstrząsie anafilaktycznym), korzysta, jeśli lekarz prowadzący proponuje jeszcze dwa tygodnie z zapewnieniem, że wypis można otrzymać dosłownie natychmiast, z takiej opcji, gdyż co jakiś czas medycyna rzeczywiście czegoś jeszcze nie wie, myśli więc, że może się przy tej okazji dowie, a on będzie wiedział wreszcie co mu się przydarzyło.
„Zjawienie” somatryczne
Po diagnostyce psychiatrycznej, która trwała aż 5 tygodni zwykle występuje depresja (po wywołanej sztucznie psychozie [w rozumieniu psychiatrycznym; moje rozumienie psychozy jest inne]), ale ona też przemija, choć nie zawsze samoistnie. Bywa, że trzeba podać na kilka tygodni, ale w trudniejszych załamaniach (np. z powodu doświadczenia społecznego wykluczenia [które choć potem przemija, jest bardzo przykrym skutkiem ubocznym tego typu diagnozowania]) na pewno na dłużej, leki przeciwdepresyjne. Źle dobrane środki przeciwdepresyjne, np. za duże ich dawki, tworzą NA PEWNO stany euforyczne. To jest bardzo niebezpieczne zjawisko, gdyż z euforii też trzeba umieć się wydostać. Kto sobie nie poradzi, na nowo ląduje w depresji. Zafiksowane występowanie naprzemienne depresji i euforii jest diagnozowane w psychiatrii jako choroba dwubiegunowa afektywna. Ale u osoby zdrowej, pojawia się coś, jakby kolejne fale tsunami, które za każdym razem są mniejsze. Trzeba tylko cierpliwie to odczekać. W tym czasie warto kontrolować, czy na pewno oba bieguny „zła” stopniowo za każdym wystąpieniem zmniejszają się co do ich intensywności, jak również co to ich czasu trwania.
Jeśli chodzi o różnice w rozumieniu psychozy, z tego co się orientuję, w psychiatrii (albo być może tylko w psychologii) psychozę uważa się za stan psychiki nieakceptowalny, więc trzeba to leczyć. W somatrii psychozę uważa się za naturalny etap gojenia się psychiki po jakimś urazie, na podobieństwo strupa na ranie, chyba że trwa dłużej, niż kilka godzin. Psychoza zafiksowana (nieustępująca) nadaje się do leczenia psychiatrycznego, a nie każda, a tym bardziej nie ta, która trwała ułamek sekundy. Strup powinien następnie bezpowrotnie odpaść, ale to nie znaczy, że się o nim nie pamięta przez jakiś czas (pamiętanie nie jest chorobą pamięci, ale kodycją umysłową, a także cechą osobowości; praca wyobraźni szkolona zawodowo, np. w zawodach sztuk wizualnych, nie jest wykwitem umysłu i wyobraźni, ale wyuczoną umiejętnością, czasem podpartą talentem). Jeśli to się nie dzieje, wystąpiła dysfunkcja. Proszę pamiętać, to jest już pointa, że przed oszczerstwami z posądzeniem o chorobę psychiczną (to się niestety zdarza nawet za zwykłą wiarę w Boga, ale też za korzystanie w związku z tą wiarą z dostępnych środków jej pielęgnowania [w Kościele Katolickim są to np. sakramenty]) chronią nas przepisy prawa o zakazie znęcania się psychicznego, a zakazie upokarzania, a także o prawie do dobrego imienia.