Otóż okazuje się po wielu latach słuchania przeróżnych kazań do tych samych czytań, że dosłownie w tym, czemu te krótkie mowy służą: w lepszym zrozumieniu Ewangelii. Można to zauważyć nie tak prędko, a więc na pewno nie we wczesnej młodości, ponieważ, po pierwsze, żeby kazanie w ogóle przedostało się do świadomości, czyli żeby zostało usłyszane, musi być nie tylko mądre, ale też ciekawie powiedziane, a następnie coś musi się wydarzyć takiego, żeby zostało zapamiętane.
To zazwyczaj nie zdarza się często.
Pamiętaniu kazań, owszem, sprzyja lektura czytań i Ewangelii przed Mszą św., ale jeszcze lepiej pomagają dobrze rozpoznane własne wątpliwości co do jakiegoś fragmentu Pisma św. Jeśli uda się takie fragmenty wraz z własnymi wątpliwościami co do ich rozumienia rozpoznać, pojawia się większa szansa, żeby kazanie, które do nich nawiąże zapamiętać. Jednak najciekawsze jest to, że słuchanie różnych kazań do tych samych ewangelicznych treści odsłania prawdę możliwych różnych interpretacji, które jednakowoż są głoszone w czasie niedzielnych kazań.
Po upewnieniu się, że tak jest, okazuje się, że pojawić się może w nas odwaga, która sprawia, że zaczynamy sami zastanawiać się nad rozumieniem danego fragmentu. Czy to, co mówi ksiądz, zgadza się z tym, co sami uważamy na dany temat? Czasem wydarza się jeszcze coś innego: jakieś kazanie okazuje się pełnym wyjaśnieniem, więc trzymamy się takiego wyjaśnienia już do końca naszego życia, ponieważ wszystkie inne wydają się słabsze. Po upewnieniu się, że to, co udało się pozyskać przez lata słuchania kazań na najbardziej frapujące nas ewangeliczne tematy, nie tylko najbardziej nam odpowiada, ale też całkowicie mieści się nauczaniu Kościoła, możemy ze spokojnym sumieniem powiedzieć, że na jakiś dłuższy czas to jest koniec drogi rozmyślań na dany temat i już można zająć się tak dokładnie innym fragmentem ewangelii.
