Godność Boża sprawia także przez zwykłą obecność, że stworzenie staje się w jakimś niewielkim zakresie lepsze, choć bez pracy nad sobą. Widziałam to po własnym psie, który w 2016 roku, tuż przed wizytą śp. Ojca Świętego Franciszka w Krakowie (w związku ze Światowymi Dniami Młodzieży), zaprzestał uderzania łapką w miskę z suchą karmą, co miał w zwyczaju od szczeniaka, słusznie żądając czegoś lepszego. Tamtym razem, zamiast rozrzucić wstrętne chrupki, ale bardzo drogie, usiadł grzecznie przy misce i poczekał, aż przestanę myśleć, że on to może jednak wreszcie zje. Ludzi tym bardziej to dotyczy, ale z wyjątkiem osób, które mają grzech przeciw Duchowi Świętemu. Wtedy bowiem człowiek nie chce przyjąć łaski Bożej, więc nie ma duchowej „materii”, na której taka łaska mogłaby zbudować więcej dobra. Tymczasem zwierząt to nie dotyczy, gdyż nie mają wolnej woli, więc po nich bywa, że widać tę „poprawę”. Musi coś być w człowieku, jakieś minimalne chcenie, czyli autentycznie wola dobra, żeby łaska Boża miała za co człowieka chwycić. Inaczej nic nie pomoże krzywdzicielom, nawet heroiczne przebaczenie rzeczywiście pokrzywdzonych. Jest to wtedy zasługa samych pokrzywdzonych, ale skutku w tych upiornych ludziach, sprawców makabrycznego poszkodowania, żadnego nie ma.
Wspomnienie dotyczy encykliki Dominum et vivificantem.