
Nowa rodzina duchowa

Prezent w Roku Jubileuszowym 2025 dla moich duchowych Dzieci
Finał mojej nienapisanej pracy doktorskiej
Taka rzecz poskładała mi się wreszcie w finalnie zwerbalizowaną pointę po modlitwie przy żłóbku w Uroczystość Objawienia Pańskiego 6 stycznia 2025. Chodzi o moją ledwo zaczętą pracę doktorską z filozofii. Postawiłam wstępną tezę (projekt tezy), którą dostałam się przed laty na studia doktoranckie na AIK w Krakowie, a następnie nie udało mi się przebić z moim umysłowym ciążeniem w kierunku filozofii przyrody i byłam kierowana na siłę do filozofii człowieka. Tymczasem NA PEWNO chodziło mi o filozofię przyrody, a nie o filozofię człowieka. Pointą bowiem mojego nienapisanego doktoratu są te sytuacje w życiu naszym doczesnym, w którym w nieporuszonej niczym przestrzeni milczenia i ciszy jedna ususzona wiotka gałązka, kiedyś zielona, kiedyś będąca częścią dekoracji w koszyczku wielkanocnym delikatnie porusza się, a nie ma dla tego zjawiska dosłownie żadnego wytłumaczenia i to przez bardzo długi czas.
Aż tu nagle „EUREKA!”. Wazon z gałązką stoi przy piecu akumulacyjnym, który nie pracuje non stop, ale włącza się na termostat. Na dodatek tuż przy oknie zimą. Tworzy ta prawda całkowicie fizyczna ruch, który przyciąga uwagę, jeśli są akurat bardzo poważne Święta, więc trzeba zwolnić tempo życia, w najgorszym razie dlatego, żeby nie zgrzeszyć ciężko przeciw III przykazaniu Dekalogu. Smętne śniadanie bez włączonej głośno muzyki sprzyja patrzeniu gdziekolwiek bądź. Ale w całym pomieszczeniu porusza się tylko ta gałązka. Jednak dlaczego tak się dzieje? No właśnie trzeba się chwilkę zastanawić, aż w końcu jest ta własna „eureka” (miała przyjść przy okazji dobrze pisanej pracy doktorskiej, gdyż jedni mają 'eureki’, a inni 'laudacje’): zawirowanie o małej skali powietrza ogrzanego i zimnego skutkuje tym poruszeniem. To tworzy radość (radość tworzy nie narcystyczny samozachwyt z kontemplacji faktu zauważenia takiego czegoś, czego inni zazwyczaj nie widzą, ale prawie bezwiedne patrzenie na takie zjawisko! daleki smak prawdziwego odpocznienia [w teologii mówi się przy takich okazjach o łaskach wlanych, darmo danych, ale w filozofii idzie się wyłącznie drogą rozumu, co samo w sobie jest bardzo interesujące]), a radość to owoc miłości, więc Stwórca rzeczy nie tylko jest Bogiem, ale też Miłością, a Kościół Katolicki rzeczywiście uczy, że Bóg jest miłością. Tak więc BLISKO, a nie tylko w kosmosie, czy w Himalajach; w filozofii przyrody, a nie za wszelką cenę w filozofii człowieka, możemy odnajdywać dowody na to, że jesteśmy chciani i kochani, a więc na pewno nie sami, nawet jeśli przeżywamy potwornie trudną samotność. Właśnie filozofia przyrody pozwala podjąć studia filozoficzne i ocalić i wiarę, i pokorę, a nawet miłość.
Chciałabym dodać, że bez wcześniejszych studiów podyplomowych „Nauka i Religia” na UPJPII w Krakowie w ogóle nie napisałabym nawet projektu mojej tezy doktorskiej, ale także nie byłoby dziś tej pointy. Ktoś z UPJPII czytał mój wstępnie naszkicowany projekt zanim w ogóle zdecydowałam się startować na studia doktoranckie z filozofii, a także zgodził się być cenzorem mojej pracy. Od dziś już nie ma na co czekać. Okazało się bowiem, że pracę napisało samo życie. Trwało to dłużej, nie cztery lata, ale 10; pewnie jak jedna tajemnica różańca odmawiana w wieczności… przez starożytnych metafizyków. Podejście filogapiczne (filogapa to zaproponowany przeze mnie neologizm na określenie duchowej rzeczywistości którą odkryłam w 2015 roku [po dziękczynnej za kanonizację św. Jana Pawła II pielgrzymce do Watykanu]; która powstaje podobnie jak poczęcie, więc przez jakiś rodzaj duchowej fuzji miłości filos oraz agape [ściśle rzecz ujmując zaproponowałam neologizm 'filogapia’, na określenie tej fuzji, która tworzy nową jakość, dosłownie jak poczęcie, a nie trwały, piękny spaw; poprawiłam jednak na 'filogapę’ po pierwszej korekcie profesorskiej, gdyż moja propozycja podobno nie brzmiała dobrze, co nie było dla mnie problemem, ponieważ dopiero rozpoczynałam pracę nad tym projektem]) to podejście rozumowe w sytuacji braku grzechu przeciwko Duchowi Świętemu, możliwe dla chrześcijan tylko w łasce uświęcającej, ale dostępne także wszystkim ludziom rzeczywiście dobrej woli.
’Filogapa’ brzmi doskonale, dużo lepiej, niż 'filogapia’, ale: w kontekście Kany Galilejskiej traci przy gramatycznych przekształceniach: Wino Filogapiczne jest na pewno lepsze, niż Wino Filogapowe. W każdym razie wtedy chodziło mi o: filos + agape + sophia = filo + gap + ia. Dziś jednak byłaby to filos + agape + sapientia, czyli filo + gap + ia.