Koloryt nawrócenia w chrześcijaństwie zachodnim

Ten koloryt jest mniej więcej taki: człowiek, który robi rachunek sumienia, najpierw widzi niejasno, że ma rzeczywiście wolność osobistą w związku ze swoimi myślami, ze swoją mową, swoimi uczynkami, a także swoimi zaniedbaniami. Potem uczciwie waży obiektywną ciężkość swoich grzechów. Lekkie wiadomo, że jest tylko zachęta, żeby je spowiadać, ciężkie wiadomo, jest obowiązek je wyznać w sakramencie pokuty.

Następnie po jakimś czasie regularnych rachunków sumienia i korzystania z sakramentu spowiedzi (warto przy tej okazji przypomnieć, że spowiedź musi być ważna, żeby umacniała duszę na drodze nawrócenia), człowiek zaczyna dostrzegać, że nie chodzi o ślepe zastosowanie się do wymogów Dekalogu, ale choć w umiarkowanym stopniu o to też, to w dużo większym zakresie o zauważenie, że nieunikanie grzechów prowadzi duszę do jakiegoś dużego niebezpieczeństwa, do wydarzeń lub decyzji życiowych bez wątpienia szkodliwych. Prowadzi przykładowo: na niezbadane prawdziwe bagna albo na skraj prawdziwej przepaści, albo — jeśli ktoś przez życie płynie — na życiową mieliznę. Bardzo różnie może to wyglądać na różnych drogach życia, ale zasada okazuje się właśnie taka.

Finalnie, w sensie już jakoś poukładanego życia, polega to więc na tym, że choć początek nawrócenia warunkuje osobista decyzja („tak, z pewnością chcę się nawrócić”, „tak, na pewno nie chcę więcej grzeszyć”), a potem umiejętność korzystania z łaski uczynkowej, potem okazuje się to oczywiste, że czegoś nie można, gdyż jest to ewidentnie ze szkodą dla człowieka. Nie można więc popełniać grzechów nie tylko dlatego, że tak uczy Katechizm Kościoła Katolickiego, ale z tego powodu, że to mogłoby się okazać nawet zagrożeniem dla życia, a na pewno dla zdrowia. Najpierw w teorii, ale po latach w praktyce. Jest to więc droga od dobrowolnie przyjętego obowiązku moralnego do jakiegoś rodzaju mądrości życiowej, której się nabywa przez kolejne lata życia z pomocą łaski Bożej, a która pomaga nie pakować się w kolejne nieszczęścia. Warto zauważyć, że to rzadko jest widoczne w zewnętrznych przejawach, gdyż zależy od różnych życiowych wydarzeń na różnych etapach życia, w przeróżnych czasach.

Sakrament pokuty skutkuje w życiu w sposób nadprzyrodzony, a nie terapeutyczny. Warto też przypomnieć, że osoby, które otrzymały od swoich rodziców lub opiekunów chrzest w niemowlęctwie, albo we wczesnym dzieciństwie, przeżywają w dorosłym życiu tzw. drugie nawrócenie, co najczęściej jest nazywane skrótowo nawróceniem (takim, o jakim napisałam powyżej). Drugie nawrócenie jest inną sytuacją niż nawrócenie, które polega na przyjęciu sakramentu chrztu przez osobę dorosłą.

Kultury chrześcijaństwa zachodniego, mówiąc najogólniej, oferują w większym lub mniejszym stopniu duchowy dobrobyt, który składa się ze zbioru wartości dotyczących wolności osobistych z podzbiorem wartości dotyczących wolności religijnej. Wolności osobiste wraz z wolnościami religijnymi tworzą lokalne tereny misyjne, czyli przestrzeń ogólnodostępnej informacji o naszej religii w formach zrozumiałych dla różnych kultur. Osoby zainteresowane chrześcijaństwem w taki sposób, że przyjmują chrzest stają się częścią chrześcijaństwa wnosząc swoją własną kulturę, która następnie albo kończy się, jeśli ktoś znajduje dla siebie coś, co bardziej mu odpowiada, albo jest inkulturowana. Ten etap jest bardzo interesujący, twórczy, ale niesie też pewne niebezpieczeństwa słabszego dogadywania się. To, co dotąd było oczywiste, przestaje być takie, a okazuje się dopiero w sytuacjach spornych.

Warto zachowywać czujność właśnie w kwestiach różnic kulturowych. Można się połapać w tym, co się na warstwie kultur dzieje zauważając co jakiś czas jak wygląda sytuacja tworzących się, zanikających lub nadal żywych nabożeństw w Kościele Rzymskokatolickim. Przykładowo: jak się miewa kult św. Floriana w Krakowie? Chodzi o to, że to jest też przestrzeń wolności osobistych. Można zauważyć co się dzieje, ale można też zdecydować o kulturowych kierunkach wybierając sobie Świętych i Błogosławionych, których prosi się o wstawiennictwo. To jest pytanie o to, komu kto ufa i dlaczego akurat temu świętemu, a nie innemu. W naszych polskich dziejach na pierwszy rzut oka wygląda to tak: Najpierw św. Wacław, potem św. Marcin z Tours, następnie kult Najświętszego Serca Pana Jezusa, a w naszych czasach kult Bożego Miłosierdzia, św. Jana Pawła II…