Skoko i pomysł na NIJe mają już sporo lat. Przeglądam właśnie notatki z pierwszych lat. Na tej witrynie chciałabym przedstawić niewielką ilość z tych tekstów. Pozostanie ślad samych początków. Duchowość Skoko i NIJów nie jest zmieszana, ale NIJe będą służyć pomocą stanowi kobiet konsekrowanych, jeśli pojawi się taka konieczność.
Dla Skoko: Zachęta do przeczytania Traktatu o czyśćcu św. Katarzyny Genueńskiej
Notatka z 19 października 2019
Stan kobiet konsekrowanych można rozumieć metaforycznie jako widzialny znak czyśćca
Bardzo polecam Traktat o czyśćcu św. Katarzyny Genueńskiej (oczywiście proszę szukać tłumaczenia z imprimatur). Dlatego tyle w w tej nowej formie życia konsekrowanego cierpienia, ale to jest mądre i słuszne, bo po pierwsze na pewno zmniejsza „ilość czyśćca”, który się duszy należy po śmierci oraz osadza duszę w stanie kobiet konsekrowanych z całą pewnością w chrześcijaństwie zachodnim. Dlatego, że wiara w czyściec jest charakterystyczna dla chrześcijaństwa zachodniego. Ta duchowa rzeczywistość mocno odróżnia ten stan od życia konsekrowanego zakonnego, ponieważ życie konsekrowane zakonne jest – jak wiadomo nie od dziś – uważane za widoczny znak rzeczywistości niebieskiej, czyli nieba. Dodam od razu, że uważam, iż trzeba naprawdę hartu ducha w życiu duchowym, żeby żyć jako znak nieba na ziemi i faktycznie żyć, czyli nie zginąć od ataków ducha pychy.Jeśli się uda w taki sposób zobaczyć takie życie, nie będzie już czego zazdrościć, jeśli się nie udało z marzeniem o klasztorze, po prostu tam jest dużo, dużo trudniej; ciężar znaku czyśćca jest dla życia duchowego, które już nie jest młode (przecież 45-55 lat), na pewno bezpieczniejszy. Proszę więc nie bać się panicznie cierpienia, ale błagać Pana, żeby go ujmował. (…) To doskonałe ćwiczenie w pokorze.
Przeciw magicznemu myśleniu
Notatka z 28 października 2019
Potrzeba zrozumienia tej różnicy, która wynika z faktu chrztu i życia w łasce oraz zanurzenia w łasce, a niesie trudność w porozumiewaniu się w osobami uwikłanymi w magiczne myślenie.
Chodzi o to, co widoczne jest w takim przykładzie: Jeśli katolik mówi na widok kogoś innego, o kim myśli, że też jest katolikiem lub nie ma problemu z rozumieniem katolików: 'Ty jesteś naprawdę nieszczęście!’, to katolik katolika (oraz ci, którzy nas, katolików, rozumieją) rozumie w lot i bez cienia wątpliwości co zostało powiedziane (zostało powiedziane: 'Co się dzieje? Wyglądasz bardzo źle. Nie potrzebujesz jakiejś pomocy? Nie chcę pytać wprost, bo nie wiem czy to cię nie urazi’).
Jeśli natomiast ten sam tekst słyszy nie katolik, ale człowiek uwikłany w magiczne myślenie, może właśnie być gigantyczny, mający ogromny wpływ na życiowe decyzje, problem z dogadywaniem się, ponieważ, choć zostało powiedziane to, co w moim przykładzie widać w nawiasie, ktoś kto myśli magicznie może to zrozumieć w zupełnie inny sposób: 'Jak to? Uważa mnie za swoje nieszczęście? Coś się dzieje złego, kiedy przychodzę? Mówi mi delikatnie, że to koniec naszej przyjaźni?’ To jest relacyjna przepaść! Trzeba się nauczyć na nią uważać, żeby nie polecieć!, bo w tych sytuacjach bez dogadywania się 'aż do bólu’ w ogóle nie ma porozumienia.
Nie w sensie, że ktoś nie chce porozumienia, czy świadomie nakręca konflikt, ale w tym, że w pewnych sytuacjach światopoglądowych po usłyszeniu dokładnie tej samej wypowiedzi, ktoś myśli zupełnie coś innego (i to uważa za oczywiste), niż mówił rozmówca. Kto nie jest katolikiem, a chciałby sobie z tym szybko poradzić, powinien na stałe uwzględnić, że katolik, bezwiednie nawet, uwzględnia dobro drugiego; jest w relacji, która ma na względzie dobro każdego rozmówcy, a więc tym bardziej dobro prawdziwego przyjaciela.
Zachęta do dogadywania się także w życiu codziennym
Na szczęście prawie każdy człowiek jest zainteresowany jakimś rozwojem, jakimś polepszaniem, udoskonalaniem, więc już samo odejście od przepaści na bezpieczną odległość oznacza prawdziwe rozmowy, czyli sytuacje, w których można przypuszczać, że większość rozmówców w jakiś sposób ma na względzie dobro i swoje i innych (i to jest oczywiste), ale pozostaje prawie na zawsze przestrzeń, w której trzeba się dogadywać w kwestii po pierwsze rozumienia tego dobra. Nie mam na myśli sytuacji, w której dochodzi do negocjacji na temat tego co uważamy za dobro, ponieważ zależy nam, żeby to było to samo dobro, ale chodzi mi o wyjaśnianie rozumienia dobra tak długo jak to jest potrzebne, żeby to, jak kto pojmuje dobro było zrozumiałe dla wszystkich uczestników spotkania. Jakikolwiek przykład: ktoś uważa, że dobrem jest nie jeść śniadań, ktoś inny uważa, że dobrem jest jeść śniadania, jeszcze inny uważa, że dobrem jest nie mówić o tym czy się je śniadania, czy nie, jeszcze jeden inny uważa, że dobrem jest ustalić o czym dokładnie rozmawiamy, a jeszcze ktoś, że dobrem jest sama rozmowa, nie ważne o czym itd., po drugie sposobów jego zdobywania lub oferowania, a po trzecie czy ktoś sobie tego w ogóle życzy (Internet w tym względzie jest środowiskiem bardzo przyjaznym, ponieważ jeśli ktoś sobie czegoś nie życzy, czyta sobie inną stronę www).
O charyzmacie NIJów
Notatka z 15 listopada 2019
Zależało mi na tym, żeby w Waszym charyzmacie było kilka wyraźnych i odróżniających od innych duchowości w Kościele Rzymskokatolickim duchowych dóbr. Powolutku Wam to chcę przedstawiać. Najpierw potrzeba pokory. Następnie bardzo chciałam, żebyście były przeniknięte jednością ze Stolicą Apostolską (podobnie jak Ojcowie Jezuici, ale zupełnie inną metodą) oraz światłem Ducha Świętego o Polsce, mojej (naszej) kochanej Ojczyźnie. (…) Co mogę jeszcze polecić Wam do duchowej lektury? Pisma św. Bernarda z Clervaux, korespondencję św. Ojca Pio, teksty związane z objawieniami Matki Bożej w La Salette, Lourdes, Fatimie i Gietrzwałdzie. I jeszcze książeczkę O przyjaźni Jana Kasjana.
O jakie chrześcijaństwo tu chodzi?
W uogólnieniu, na pytanie: „O jakie chrześcijaństwo tu chodzi?” Odpowiadam, że o chrześcijaństwo zachodnie. W związku z tym proszę też kupować dla siebie i czasem zaglądać do pism Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia oraz zachować czujność na prawdę o Słudze Bożym Ks. Abpie A. Baraniaku.
O mamie duchowej NIJów
Notatka z 19 listopada 2019
Wasza mama nie jest zwolennikiem holizmu
Następnie chciałabym, żebyście wiedziały, że Wasza mama nie jest zwolennikiem holizmu, ponieważ uważa, iż myślenie holistyczne jest zbyt ogólne, żeby mogło służyć wystarczająco trafnej diagnozie, potrzebnej do podjęcia leczenia najlepszego z możliwych. Jeśli holizm dochodzi do wniosku, że np. szkodnik w lesie sprawia, że na pewno chory jest cały las (holizm [ten, który tu krytykuję] podkreśla, że nie można oddzielać choroby od chorego i myśleć fragmentarycznie o chorym człowieku), to moje podejście jest takie: jakiś szkodnik w lesie sprawia czasem faktycznie duże szkody, ale rzadko się zdarza, że niszczy cały las (korniki, które zaatakowały jakąś część drzewostanu nie są chorobą fauny leśnej, zwłaszcza dzięciołów, a las to nie tylko drzewa, ale też cały leśny ekosystem), chyba że sytuacja jest krytyczna. Oczywiście można się dogadać w temacie holizmu, ale trzeba sobie zdawać sprawę w jakich obszarach te uzgodnienia mogą się pojawić. Na pewno nie jest udaną koncepcja, że jak ktoś np. złamał rękę, to złamał sobie też psychikę, w związku z tym bardziej potrzebuje psychologa, niż ortopedy. I bardzo trzeba uważać na podejście, które polega na takich uogólnieniach, które świadczą o kosmicznej odległości od problemu, czyli np. na podejście „jak ktoś jest na coś chory, to cały człowiek choruje, i jeszcze na dodatek cała jego rodzina, nawet przodkowie, i w pracy też wszyscy się od tego źle czują. W związku w tym proszę mi najpierw opowiedzieć o swojej rodzinie zanim przejdziemy do sprawy tej wysokiej gorączki”. Holista powie: „zażyj na to wszystko co ci dolega ten antybiotyk, na pewno pomoże”, a lekarz konwencjonalny powie: „Zażyj na tę anginę ten antybiotyk, to jeszcze przy okazji cera ci się poprawi, i pęcherz moczowy się przeleczy”. Chodzi o to, żeby był progres, a nie regres (żeby leczenie było leczeniem [leczenie: 'od razu ci powiem co na co może ci pomóc, jakby trzeba było z tej wiedzy skorzystać, żeby pomóc sobie lub komuś w mniej korzystej przyszłości, niż teraźniejszość, gdyby się taka zdarzyła’], a nie komercją [komercja: 'jak jesteś pacjentem, to nie lekarzem, więc proszę nie próbuj nawet wnikać w moje metody leczenia, a przyjmij do wiadomości, że to, co zapisuję powinno pomóc, bo jednak jestem lekarzem’]).
Progres nie jest agresją
Przy okazji dodam, że w świecie niektórzy mieszają dwa wyraźnie różne pojęcia: 'progres’ i 'agresję’ (mówią o podejściu progresywnym i o podejściu agresywnym wymiennie [nie w tym sensie, że jedno to marchewka, a drugie kij, ale jakby to były synonimy]). I to jest jeden z najnowszych bardzo poważnych problemów, ponieważ progres jest na pewno OK (to jest coś innego, niż 'kupujemy sobie co jakiś czas jakieś nowe fajne książki’; zrozumienie tej różnicy pozwala na podjęcie jakiejś małej działalności gospodarczej: zamiast 'mam obowiązek dać jałmużnę, bo to mnie zbawia’, 'mam prawo mieć zysk, a jak go będzie tyle, że przestanę się bać o siebie i moich najbliższych, dam większą jałmużnę’), ale podejście agresywne jest szkodą i zniszczeniem, więc nie nadaje się do życia duchowego (to się nie nadaje do życia duchowego: 'Uważamy, że tak się nawróciliśmy, że chodzimy na treningi rzutu jakimś kamieniem, np. podłym zachowaniem, w tego, kogo uważamy za jeszcze nie dość świętego’). Proszę spróbować zapamiętać na zawsze, że także to odróżnia chrześcijaństwo (całe) od innych przeróżnych duchowości, że nie ma w nim kozła ofiarnego, każdy jest chciany i kochany. Tyle, że potrzeba ewangelizacji na ten temat, bo nie każdy o tym pamięta, a bywa, że ktoś ulegnie jakiejś pokusie. W tym sensie (m. in. oczywiście) chrześcijaństwo nie usuwa cierpienia.
Na drodze duchowego życia bardzo dużą pomocą okazuje się prawda, o której nam powiedziała św. Katarzyna Sieneńska, doktor Kościoła. Mam na myśli prawdę o tym, że obecność Pana w duszy rozpoznaje się po wzroście cnoty, a nie po wzroście wiedzy. Jednak w naszych czasach, kiedy średnia wieku się wydłużyła, warto zauważyć, że uczenie się, nawet przez całe życie, nie zawsze jest związane z pożądaniem wiedzy, a często z dbaniem o własne zdrowie, np. o dobrą kondycję pamięci. Doświadczeniem granicznym na ten temat jest sytuacja w życiu duchowym, że oba dobra otrzymuje się w ilości, która wydaje się wyrównana. Z tego zawsze trzeba się jakoś wydostawać, czyli szukać takich dla siebie rozwiązań, żeby dusza była pewna, iż cnoty (łaski Bożej bez wątpienia) otrzymuje więcej, niż wiedzy (niewiadomo: albo łaski Bożej lub pokusy).
C.d.n.