Zatrzymanie wojny to jest rzeczywiście kwestia osobistych nawróceń, ale potrzeba większej ilości nawróceń

Pan Jezus przyszedł na świat w czasach ostatecznych, a było to ponad 2000 lat temu. Czasy ostateczne, to takie czasy, w których już nie ma żadnej innej duchowej pomocy dla ludzi, żeby mogli dalej żyć, jak tylko pomoc nadprzyrodzona. Te czasy już się nie skończą, to znaczy nie będzie innych czasów dla nas, niż ostateczne. Polegają te czasy na tym, że jakaś część społeczeństwa żywi się duchowo w sposób nadprzyrodzony. Karmimy się więc Słowem Bożym, Eucharystią, więc nie zżeramy siebie nawzajem. Tylko jeśli się nie zżeramy, świat dalej istnieje, bo w innej sytuacji robi się coraz mniejszy, gdyż coraz więcej świata jest zjedzone (zniszczone wojną, smogiem, cierpieniem itd.). Tzn. bez pomocy Bożej, w czasach ostatecznych, a więc także naszych, ludzie znów zaczynają się żreć (nie w sensie sporów, ale w sensie kanibalizmu, tzn. brakuje duchowej przestrzeni, więc żeby iść dalej, choć nie ma dokąd, ludzie przegryzają się przez ludzi, np. stają się nadopiekuńczy wobec tych, którzy opieki wcale nie potrzebują, co prowadzi do całkowitej degradacji człowieka „zaopiekowanego”, aż rzeczywiście robi się zależny i wymagający opieki; mając takiego człowieka, wyglądają jakby mieli własną duchową spiżarnię), czego widocznym przejawem są m. in. wojny. Pomocy Bożej zaczyna brakować wtedy, gdy ludzie z własnej wolnej woli parszywieją.

Każdy może w jakimś zakresie pomóc zatrzymywać i kończyć wojny. Dosłownie poprzez decyzję o osobistym nawróceniu i rzeczywiste nawrócenie. Wojny tworzą się tam, gdzie pojawia się grzech przeciw Duchowi Świętemu. Tam natomiast jest koniec wojny, gdzie ten grzech zostaje przezwyciężony. Przezwyciężeniem tego grzechu w sprawach ogólnoludzkich jest, np. zaniechanie odwetów, a nawet zamiarów odwetowych, szacunek dla ludzkiego życia i ludzkiej godności w całym ludzkim życiu, troska o przyrodę, przebaczenie, próby poznania i zrozumienia prawdy z pomocą godziwych metod, a nie barbarzyńskich, zaprzestanie mówienia wulgarnych wyrażeń, walka z nałogami, włączenie się w dzieła, które wynikają z zasady pomocniczości itd.

Powody do nawróceń mogą być bardzo różne

Nawrócenie może dotyczyć grzechu zaniedbania rozeznawania życiowego powołania. Warto nawrócić się z tego grzechu, ponieważ może się okazać rozstrzygające o życiowym osobistym szczęściu. Powołanie życiowe to takie warunki do życia, w których zgodnie ze stanem życia, bezproblemowo można żyć w czystości. Równocześnie takie powołanie jest bezpieczne dla psychiki, która pozostaje zdrowa i w dobrej formie, jeśli tak rozumiane życiowe powołanie zostanie przyjęte i realizowane.

Co dotyczy świata, inne jest w życiu konsekrowanym, które nie jest częścią świata

W życiu konsekrowanym częścią świata mogą być tylko osoby świeckie konsekrowane. W przeważającej mierze życie konsekrowane nie jest częścią świata, a tylko różni się dystansem do świata. Różnice między światem a życiem konsekrowanym niebędącym częścią świata są ogromne, choć małowidoczne, ponieważ wynikają z różnych duchowości. Jeśli świat dąży do homeostazy w różnych społecznościach, nic z tych społeczności nie wydostaje się na zewnątrz, a wewnątrz wszystko wydaje się być idealne. Tak naprawdę jest to sytuacja potwornie niebezpieczna, gdyż jeśli coś jest „doskonale” zrównoważone, może się przechylić z równym ryzykiem na stronę dobra, co na stronę zła. Wystarczy odrobinka i się przeważy.

***

„Homeostaza” w życiu konsekrowanym jest inna; nawet nie jest homeostazą, ale brakiem poczucia duchowego głodu i możliwością podzielenia się czymś z innymi.

Polega na mierze utrzęsionej, opływającej, a więc czegoś zwykle jest za dużo, a tylko rzadko czegoś brak; na co dzień wszystkiego jest tyle, ile trzeba + coś zostaje (jak ułomki chleba i resztki ryb po Cudownym Rozmnożeniu). Dzięki temu pojawia się prawdziwy problem moralny, co z tym naddatkiem dóbr duchowych zrobić: można je zmarnować, można je komuś podarować. Te naddatki trafiają zwykle do świata. Taka sytuacja jest normą. Co może być naddatkiem? Np. uśmiech, albo więcej zupy, która nie powinna się zmarnować, więc można wręczyć głodnemu, który akurat poprosił o coś do jedzenia, albo więcej czasu na rozmowę, albo więcej umiejętności w wyjaśnianiu zawiłych problemów moralnych itd.

Nienormalną jest natomiast sytuacja, kiedy brakuje tych naddatków. Wtedy zbyt duża ilość osób w danej wspólnocie ma jakiś grzech przeciw Duchowi Świętemu i wcina te naddatki od pozostałych. To jest OGROMNIE NIEBEZPIECZNE, gdyż tworzy to ryzyko dążenia do czegoś w typie homeostazy świata. Ta niedobra sytuacja nikogo we wspólnocie nie boli, ponieważ osoby w łasce mają dość naddatków, żeby pojeść mogli też ci grzesznicy wewnątrz wspólnoty. To jest obiektywnie lepsza sytuacja, niż może mieć świat, więc pojawia się ryzyko pomyłki i uznania, że to jest cel: osiągnąć taką wewnętrzną równowagę. Jeśli jednak osiągnięcie stanu tej homeostazy będzie celem, to pojawi się takie samo ryzyko przegibnięcia na złą stronę, jak ma świat. Jeśli wiele wspólnot życia konsekrowanego osiąga tę wyższej jakości homeostazę, nie zmniejszy się ilość powołań szybko i wyraźnie, ale nastąpi przekłamanie co do celu jakości życia wspólnotowego, gdyż łatwo będzie można powiedzieć, że „u innych jest przecież tak samo, a mają się dobrze, więc może to jest dobra droga, dlaczego nie mamy nią iść i my”. Jeśli sytuacja się utrwali i rozszerzy, braknie nawet tych naddatków. Jeśli braknie tych naddatków, wspólnota nie będzie już w stanie zachęcić, żeby do niej dołączyć. Co może pomóc zatrzymać ten niedobry kierunek w życiu konsekrowanym? Rachunek sumienia z darów i owoców darów Ducha Świętego.

Przed wielu już laty poprosiłam kogoś z osób duchownych o modlitwę w intencji tworzonej przeze mnie nowej formy życia konsekrowanego. Było to w chwili, gdy ta osoba akurat wyjeżdżała na Ukrainę, przed 2014 rokiem. Podarowałam niedawno Panu Bogu owoce tej modlitwy na rzecz pokoju na Ukrainie. Potem dowiedziałam się, że Ukraina w latach 90. XX wieku dobrowolnie zdezatomizowała się, tzn. podjęła świadomą i dobrowolną decyzję o jej rozbrojeniu atomowym. To przecież była bardzo dobra i mężna decyzja. Mając więc w pamięci taką postawę Ukrainy — bez wątpienia na rzecz pokoju na świecie — można powiedzieć, że ten naród na pewno ma prawo oczekiwać, jeśli nie ogromu życzliwości, to w najgorszym przypadku przynajmniej społecznej sprawiedliwości w rozstrzyganiu o jej losach.

Odrobina o kulturowych różnicach, tym „rozerwaniu” na dwie części, w cywilizacji chrześcijańskiej

Myślę czasem o schizmie 1054 roku. Myślę, że chciane przez Pana Boga było to zróżnicowanie kulturowe w chrześcijaństwie, ale nie była chcianą tamta forma, w jakiej do tego zróżnicowania doszło. Jeśli tak, nie chodzi o to, żeby się teraz przemieszać i ujednolicić, żeby się wreszcie pojednać, ale o to, żeby się wzajemnie już rozumieć i szanować. Warto też zauważyć, że tym sposobem powstał jakiś środek, nawet środkowy pas kulturowy, który rzeczywiście biegnie przez Polskę, a rozciąga się może od Warszawy, następnie ma jakieś zapadlisko w Czechach (czegoś nie ma wcale, ale na pewno powinno być), może coś na Węgrzech (?), ale nie jest to dla mnie widoczne, a potem to są wschodnie Włochy, choć niecałe; trzeba by badać i studiować te zakresy. Francja też ma trochę środka, jak również Niemcy, a nawet Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Tam, gdzie chrześcijaństwo zachodnie całkowicie zmieszało się — aż po fuzję — z wpływami Bizancjum (zarówno w starożytności, jak i w czasach najnowszych), tam przebiega ten środek. W Watykanie jest natomiast WSZYSTKO. Kulturowe chrześcijańskie południe, w perspektywie europejskiej, najlepiej widać na Malcie i pewnie też w Hiszpanii, a Zachód w Irlandii i Portugalii. Północ okazuje się oczywista.